czwartek, 28 marca 2013

Czy człowiek samotny może być szczęśliwy?


   W dzisiejszych czasach w których ważniejsze jest to, aby "mieć" niż "być" jest wielu samotnych ludzi. Ale czy naprawdę można być samotnym wśród ludzi? Antoine de Saint-Exupery w "Małym Księciu" napisał, że "Wśród ludzi jest się także samotnym". Mimo, że kochał swoją planetę i różę był samotny. Dlaczego? Bo można być samotnym nawet wśród przedmiotów i ludzi, których kochamy. Ludzie, którzy nie mogą odnaleźć się w nowym środowisku, nie mogą znaleźć pracy też czują się w pewien sposób samotni. Tak samo jest z osobami, które przeprowadziły się w nowe miejsce. Trudno jest im zawrzeć nowe znajomości, przyjaźnie. Są samotni mimo otaczających ich tłumów. Samotność dokucza nie tylko nam. Cierpią na nią też sławne, lubiane osoby. Otaczają ich co prawda tłumy ludzi, fanów, ale ludzie lubią ich za to kim są a nie za to jacy są. Nie potrafią odróżnić prawdziwej przyjaźni od ślepego zachwytu tym "kim to oni nie są". 
   Patrząc na to z innej strony, kiedy jesteśmy młodzi samotność tak nie dokucza. Nie odczuwamy jej, gdy mamy grono przyjaciół przy sobie. Najgorsze przychodzi jednak wtedy, gdy to grono zaczyna się wykruszać i nagle zostajemy sami, bo oni maja już inne cele, inny punkt widzenia i nie mają dla nas czasu. Zaczynamy tęsknić za kimś, zazdrośnie patrzeć na inne szczęśliwe znajomości, pary, na siłę szukać drugiej połówki, przyjaciela, który nas zrozumie i będzie. Zależy to oczywiście od charakteru człowieka, jak do tego podejdzie. Znam ludzi, którzy kochają samotność a w niej tylko ich obecność. Jednak nie należy brać z nich przykładu, bo tacy ludzie nigdy nie zaznają tego co najpiękniejsze. 
   Podsumowując, człowiek samotny może być szczęśliwy, ale to zależy tylko i wyłącznie od niego. Jeżeli mogłabym wybierać pomiędzy szczęściem samotnika a szczęściem osoby mającej wiele kochających osób, wybrałabym drugą opcję. Nie jestem samotna, mam przyjaciół, rodzinę, znajomych. Brak drugiej połówki świadczy o pewnej samotności, jednak nie jest to najważniejsze.

środa, 27 marca 2013

Być sobą - łatwe czy trudne?

  Uważam, że bycie sobą jest trudne, czasami wręcz niemożliwe. Warto jednak być sobą nawet wtedy, gdy chcemy się komuś przypodobać lub gdy wymaga tego otoczenie.  
  Pierwszym takim ważniejszym czynnikiem jest osobowość człowieka. Jeżeli ktoś w kółko próbuje się dostosować do jakiegoś towarzystwa bądź środowiska, traci swój charakter, traci siebie. Człowiek udając ciągle kogoś innego, nakładając ciągle jakąś "maskę" za którą się ukrywa, wkrótce staje się sama maską - imitacją siebie, swojej prawdziwej osoby. Zmienianie siebie w celu przypodobania się komuś jest raczej bezcelowe. Każdy szanujący się człowiek nie ukrywa swoich poglądów tylko dlatego, że nie akceptują ich inni ludzie. Udawanie kogoś innego jest głupotą. Robienie czegoś co nie jest zupełnie w naszym stylu tylko po to aby jakaś grupa ludzi nas zaakceptowała. Ukrywając swoją prawdziwą osobowość stajemy się taka bezmyślną owcą podążającą za stadem. Takie coś wiadomo, trwać wiecznie nie może. Kiedyś trzeba przestać, trzeba zaakceptować samego siebie, porzucić "maskę". Takie udawanie jest też dosyć stresujące i męczące psychicznie, można zwariować..
  Następną ważną sprawą jest szacunek. Czasem może się wydawać, że ludzie szanują mnie tylko dlatego, że wyrażam przekonania zgodnie z ich poglądami. W głębi duszy ukrywam jednak własne przekonania właśnie po to, aby nie stracić szacunku. Przez takie udawanie możemy stracić szacunek do samego siebie. Ktoś, kto zmienia poglądy w zależności gdzie jest i z kim przebywa nie zasługuje moim zdaniem na szacunek ani ze strony innych ani tym bardziej swój własny. Tak samo jak w przypadku charakteru, fałszywe poglądy prędzej czy później wyjdą na jaw. Jeżeli jednak mimo wszystko zostaliśmy sobą i otwarcie dzielimy się z innymi naszymi poglądami, zwykle możemy liczyć na szacunek innych, nawet ze strony ludzi, którzy nie podzielają naszych przekonań.
  Następny argument to potrzeba różnorodności. W końcu gdyby ludzie mieli takie same charaktery i poglądy, świat byłby strasznie nudny. Jaki monotonny byłby świat, gdyby wszyscy się tak samo ubierali, lubili jeść to samo, dzielili by te same pasje, słuchali tej samej muzyki. To właśnie różnorodność ludzi stanowi o pięknie świata, jednakże koniecznie musi być wspierana przez tolerancję.
  W dzisiejszych niesamowicie ciężkich czasach, trudno jest tak na prawdę być sobą. Mimo, że żyjemy w wolnym kraju, każdy nasz pogląd może być szykanowany. Zawsze może okazać się, że zostaniemy uznani za komunistów, konserwatystów, homoseksualistów, chociaż nigdy nawet nie zbliżyliśmy się do żadnej z tych grup. Jeśli mimo wszelkich zarzutów utrzymamy własną twarz, będziemy mogli być z siebie dumni.
  Podsumowując, uważam, że bycie sobą jest trudne, ale warte wysiłku. W końcu tylko będąc sobą, poznamy kto jest naszym prawdziwym przyjacielem, kto nas szanuje, a kto kocha, za to kim jesteśmy. Wpływa to także na nasze samopoczucie, poziom stresu i poczucie własnej wartości. Bądźmy sobą, aby świat nabrał więcej kolorów!


xoxo

wtorek, 26 marca 2013

Przyjaźń.

  Rok 2013 miał być lepszy, mhm. Minęły dopiero 3 miesiące a ja powoli zaczynam mieć dość. Dwie nietrafne miłości, koński rok na pewno to nie będzie tak coś czuję, częste choroby.. oszaleć można. Za to, żeby się to wszystko trochę równoważyło, to mogę powiedzieć, że mam na prawdę najwspanialszych przyjaciół pod słońcem. Najtrafniejsze przyjaźnie jakie mogą być to takie jakie teraz mam. 
   Czym dla mnie jest przyjaźń? Taką małą, skrytą miłością bez zobowiązań. Potrzebujemy prawdziwych przyjaciół bardziej niż czegokolwiek innego w całym swoim życiu. Być przyjacielem trzeba umieć. Trzeba tą więź pielęgnować, dbać o nią i chronić. Nie można oczekiwać od drugiej osoby czegoś czego nie oczekujesz od siebie. Przyjaźń jest wzajemnym zaufaniem, radością przebywania z drugą osobą. Dobieramy sobie takich przyjaciół, którzy są w pewien sposób do nas podobni lub takich, którzy są naszym przeciwieństwem. Przyjaźń jest sztuką. Sztuką rozmowy, współpracy, kompromisu. Sztuką dawania z siebie wszystkiego bezinteresownie, nie oczekując niczego w zamian. Przyjaźń wzbogaca, uczy, pozwala przetrwać trudne chwile. Zasłużyć na nią nie jest jednak tak łatwo. Trzeba dać z siebie na prawdę bardzo dużo, aby zdobyć prawdziwego przyjaciela. Trzeba się nauczyć być przyjacielem. Nie jest to łatwe a jak wiadomo wszyscy popełniamy błędy i niejednokrotnie zawodzimy bliskich. Nigdy nie wiemy, czy osoba, która mieni się naszym przyjacielem jest nim na prawdę. Możemy się tego nawet nigdy nie dowiedzieć, jedynie trudne sytuacje życiowe pozwalają uświadomić nam, kto jest na prawdę oddanym przyjacielem. Gdyby nie przyjaciele nigdy nie wiadomo jakby się to życie potoczyło.

   Dużo ludzi mówi, że zazdrości mi przyjaźni z gejem... ma czego? Ma czego, zdecydowanie. Nie patrzymy na to czy się sobie podobamy czy nie, oboje mamy zryte banie, mogę latać przy nim na pół nago i czuć się swobodnie, zawsze doradzi na zakupach, przy fryzurze, kolorach, oboje narzekamy na facetów i czujemy się w swoim towarzystwie dobrze. Nie muszę się czesać, malować, ubierać, mogę leżeć w łóżku, chora, zniszczona fizycznie i psychicznie i mam to po prostu w dupie. Nawet nie wiecie jakie to jest fajne uczucie, nigdy takiego nie miałam. Pierwszy raz widziałam płaczącego faceta, pierwszy raz faceta z takimi uczuciami w którego towarzystwie czuje się na prawdę świetnie. Tak mogę pisać i pisać i stwierdzam, że geje to najlepsi przyjaciele! 
   Kolejnym przykładem prawdziwej przyjaźni są trzy osoby z którymi przyjaźnię się najdłużej. Jedna przyjaźń trwa dwunasty rok, kolejna siódmy a jeszcze jedna czwarty. Z Oliwią znamy się większość życia, miliardy wspomnień, wspólnie spędzonych chwil, dni. Zarówno te szczęśliwe jak i smutne momenty są tego warte. W każdej chwili gdy czegoś potrzebuję mogę iść do niej, wiem, że mi pomoże. Wiem, że nawet gdy stanę pod jej drzwiami w środku nocy, ona mi otworzy i pomoże. Tak samo Karolcia, pomimo, że nie potrafi mnie tak pocieszyć, wystarczy, że przytuli, wypłaczę jej się i już jest lepiej. Najważniejsze jest to, że jest. Piękne wspomnienie - Silec. Tam się na prawdę poznałyśmy. Jedyne takie miejsce, które wiem, że nie ma drugiego takiego na świecie. A Krzysiu? W sumie to znamy się od urodzenia, ale taki na prawdę bliski kontakt zaczął nam się dopiero jakieś 4 lata temu. Nie przeżyliśmy co prawda tyle co z Oliwią bądź Karolcią, ale uwielbiam go. Wytrzymał ze mną najgorszy okres w moim życiu, podziwiam go za to, bo wiem, że nie było łatwo. Dziękuję.
   Nie mogę zapomnieć o całej reszcie osób na których mogę liczyć i przede wszystkim Kasi! Młodą kocham bardzo, tak bardzo, że sobie nie wyobrażacie. Trudna jest to przyjaźń, ale nie jest na siłę. Lubię wypłakiwać jej się w ramię, gdy pociesza, podbudowywuje, motywuje. Mimo, że krócej żyje niż ja, jest genialna. Z tymi wszystkimi ludźmi przeżyłam wiele, co chwilę kogoś nowego poznaję, coś wyjdzie, coś nie wyjdzie - życie. I nie mówcie, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje, bo istnieje. Nie we wszystkich wypadkach bo tu się zgodzę, ale istnieje. Wszystkim wam życzę takich przyjaźni jakie mam ja.


KOCHAM, DZIĘKUJĘ.

środa, 13 lutego 2013

Im dalej tym ciężej.

Znowu długo nie pisałam. Brak chęci, czasu.. W skrócie mówiąc przeżywam na prawdę coraz to cudowniejsze i szalone rzeczy. Niektóre znajomości przykro się kończą, ale za to wiele nowych powstaje. Przez te niecałe pół roku przez jakie byłam cicho tyle się stało, że nie starczyłoby mi czasu gdybym chciała to wszyscy dokładnie w spokoju opowiedzieć. Dzieje się i źle i dobrze, ale na prawdę nie żałuję niczego. Stwierdziłam ostatnio, że miłość nie jest dla mnie i wybrałam przyjaźń. Ciężko jest, ale wiem, że w ten sposób nie będę tak cierpieć.. ?! Tak, sama nie wiem czego chcę. Mam wspaniałych przyjaciół. Mimo, że straciłam dwa konie, które były częścią mojego życia to próbuje już o tym w ten sposób nie myśleć.. Przeżyłam najlepsze chwile a jak wiadomo nic nie trwa wiecznie. Mogę być jedynie z siebie dumna, z tego jak mnie to zmieniło. Mam ostatnio bardzo często wachania nastroju, raz mogę z wszystkimi gadać, o wszystkim, śmiać się zupełnie bez powodu a raz wolę trzymać się na dystans, siedzieć cicho, być w innym świecie, myśleć o tym co się dzieje.
W sobotę przeżyłam wspaniałą imprezę. Co prawda w klubie dla gejów i dla lesbijek, ale no hetero też tam chodzą. Byłam tam ze świetną grupą taką jak Karola, Ania, Aga, Dawid, Marta i przede wszystkim Alex. Są to moi przyjaciele, których uwielbiam nad życie! Dawid jest gejem, pierwszym jakiego bardzo dobrze poznałam. Tacy ludzie są świetni, mogę to powiedzieć z całym przekonaniem. Jestem tolerancyjna, nie obrzydza mnie to, lubię wysłuchiwać jego historie miłosne, lubię jego podejście, które jest takie samo jak moje - faceci to świnie. Alexa tak jak brzydził ten klub na początku tak później pomogłam mu się przełamać i nie było tak źle :) Chciałabym powtórzyć tą imprezę w tym samym miejscu z tymi samymi ludźmi. Robię się coraz starsza i coraz więcej rzeczy przeżywam, idę coraz dalej w życiu. Robię dziwne rzeczy których nie żałuję. Dobrym przykładem są zdarzenia z sobotniej imprezy. Czułam się świetnie.. Nie będę mimo wszystko uchylać większych tajemnic z soboty bo niektórzy tego nie szanują. 

Na dzisiaj mam dość, odezwałam się, dałam znak życia. Trzymajcie się.

wtorek, 18 września 2012

Two hearts beating the same rhythm.

Na zdjęciu ja z Gracją - fot 3.05.2012r. Dlaczego zebrało mi się na takie wspomnienia i rozkminy? Jestem świadoma tego, że niedługo stracę kogoś, kto mnie zmieniał od wewnątrz i nadal zmienia, kogoś dzięki komu pokonałam strach i zyskałam coś czego nawet nie potrafię nazwać. Niektórzy uważają, że "przyjaźń" z koniem jest głupia i nierealna. Poniekąd mają rację, bo ktoś kto nie potrafi rozmawiać z końmi, nie czuć tego samego co one to faktycznie jest to bez sensu.. Nie potrafię wydusić z siebie tego jak mi ciężko.. Pamiętam kiedy pierwszy raz ujrzałam tego konia słyszałam: "nie podchodź do tego boksu bo ona gryzie" , "na niej prawie nikt nie jeździ bo to jest trudny koń". Nikt mi się nie powinien dziwić, że na prawdę się jej bałam. Pierwsze kontakty z tym koniem były niemal wyczynem. Wsiadłam, bałam się niesamowicie. Walczyłam, walczyłam aż się przełamałam. Ten przełom zaliczam do największego mojego osiągnięcia w jeździectwie - kiedy to przestałam bać się strachu. Jakby tak porównać to co było dwa lata temu a co jest teraz - magia. W moim serduszku jest teraz koń na którego potrafię mieć czasem takie nerwy, że mam łzy w oczach ze złości. Gdy coś nie idzie zaciskam zęby i wewnętrznie walczę z samą sobą, żeby niczego przypadkiem nie zepsuć. Nie jestem jakąś specjalną siłą spokoju dlatego wszystko dla mnie jest trudne. Uwielbiam kiedy jesteśmy same, nikt na nas nie patrzy, nie ocenia. Wtedy rozmawiam z nią jak z człowiekiem.Czuję jak mi odpowiada. Zawsze chciałam tego doznać, przeżyć to i się udało. Inaczej patrzę na świat. Ten koń jest dla mnie jak ładowarka.. Nieważne jak mnie podładuje, ważne, że podładuje i ważne, że jest!
Pamiętam jak we wakacje raz zeszłam do stajni, byłam wtedy sama. Podeszłam do boksu, zaczęłam mówić. Nastawiała uszy i słuchała.. Tak, dokładnie TA klacz. Podeszła do mnie, głaskałam ją, "wyluzowała się". W pewnym momencie nie wiem co mnnie naszło, ale wyobraziłam sobie pusty boks i zaczęłam ryczeć. Zainteresowała się co się dzieje. Jak gdyby nic weszłam do boksu i usiadłam opierając się o bok. Myślałam, że albo zaraz mnie staranuje, albo cokolwiek innego. Mimo wszystko mam do niej wielkie zaufanie. Tak myślałam o samych złych rzeczach i dosłownie ryczałam jednocześnie mówiąc do niej. Co ona zrobiła? Podeszła i wtuliła we mnie głowę.. Wtedy to już w ogóle się rozryczałam :) Nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżyłam. SZOK, ale jednak. Uwielbiam ją! Dużo ludzi też mówi, że "trudny koń przekazuje najwięcej", sama prawda. 

Tu zdjęcie jak to Kornelia ładnie ujęła kiedyś "z niewidzialną nicią porozumienia". Zdjęcie zo prawda stare - bo z przed niecałego roku, ale jednak :) Póki co jeszcze staram się nie dobijać bo jeszcze mogę ją dotknąć, przytulić, ucałować, wsiąść, galopować, rozmawiać.. Strasznie się boję, że to stracę.. Chcę się chociaż pożegnać.. 






Tu macie jeszcze parę takich wg mnie ładnych zdjęć pokazujących jak jest teraz lub co przeżyłyśmy. Było tego więcej zapewne, tylko nie uwiecznione :)


Nie ważne co się stanie, zawsze będzie w moim sercu! No ale żeby nie było to jeszcze się nie żegnam. Wcale nie chcę się żegnać! Zobaczymy co los przyniesie - w niedzielę się wszystko okaże mam nadzieję.

środa, 22 sierpnia 2012

holidays

Bardzo długo mnie nie było - to przez to, że mi się nie chciało i no wiadomo czas. Zaczynając powiem, że zostały jeszcze niecałe dwa tygodnie wakacj, porażka! Znowu powrót do czterech zaczarowanych ścian i odliczanie do końca roku. Jestem chyba na przełomie samej siebie.. I tak nie zrozumiecie o co mi chodzi. Wakacje wakacje, hm. Zaczęły się dość spontanicznie - długie spanie, obżarstwo, nic nie robienie, jeżdżenie nad jezioro itp. Później przyjechała Karolina z wujkiem gdzie to się pojeździło do stajni - w końcu wspólny teren z Karo i Karolcią razem! Coś pięknego. Kajaki na jeziorze - fajna zabawa. Planowany był spływ Brdą, ale jak zwykle pogoda pokrzyżowała wszystkie plany. Pojeździłam sobie fajną hondą civic sport, ha! Uwielbiam ten samochód :) Po wyjeździe Karo na drugi dzień jechałyśmy z Rydkiem do Kasi. Banda dziewczyn "śpiąca" w namiocie, przemycająca piwo, wygłupiająca się i śpiewająca "Napijmy się gorzoły" KOCHAM <3 Odwiedziło się Hardę, poznało się Maka. Pojeździło się, poskakało, zaszalało, popławiło etc . A gdy przyszła pora na spanie w 4-ro osobowym namiocie na dwóch materacach w 6 osób to zrobiło się trochę duszno. Leżałyśmy pierwszej nocy chyba do 4. Od godziny bodajże 1 kiedy to wszelka zwierzyna zaczęła wydawać na prawdę dziwne dźwięki a przez duchotę i zielony od spodu "kręcący się" namiot czułyśmy się jakbyśmy były nieźle naćpane. A wtedy NIC nie ćpałyśmy ani NIC nie piłyśmy. Takie rzeczy tylko w erze ;> haha. Taka faza działała też, ponieważ to towarzystwo już załatwia 50% ćpuńskiej fazy taaaaa :D Tęsknię za tym! Ale już nie długo, bo po jutrze Kasia z Kają przyjeżdżają do mnie na dwie noce tak jak my do niej miesiąc temu i będzie very funny :D co prawda nie bedzie Rydka z nami, ale odwiedzimy :* Hmmm po powrocie miałam parę dni na to żeby ogarnąć parę spraw jeszcze i 21 jechałam do stajni - zaczynałam końskie szaleństwo. Tak cholernie się bałam tego, że zrobię coś nie tak, że źle kogoś nauczę jeździć bądź zrobię cokolwiek innego jakoś źle. Dlaczego? Sama nie wiem.. Pierwszy dzień to była jak dla mnie masakra, ale z dnia na dzień było coraz lepiej. Już potem dzieci uczyłam bez żadnego problemu i nawet buzia mi się nie zamykała. Nie lubię dzieci, ale te, które są na prawdę sympatyczne to polubiłam :D Najbardziej z uczniów zapamiętam Antka i jego mamę - HAHA. Hania wie też coś na ten temat :D para nie do pobicia! Następnie Maja i Lisa - dziewczynki z Ameryki, które to z panem uczyłam jeździć przez dobre dwa tygodnie. Słodkie dziewczynki - Maja lat 5 a Lisa 8. Lisa już mówiła dosyć dobrze po polsku, natomiast Maja niektóre słowa tylko i reszta po angielsku :P Na początek było się trudno porozumieć, ale dałyśmy radę obie, już ostatniego dnia było idealnie, haha wczos. Poza tym lubiłam też Ingę, Oliwierka a Jasia nawet wręcz uwielbiałam! Mały brzdąc z którym dało się rozmawiać na wszystkie tematy dotyczące sportu - niesamowite :D Tych dzieci było jeszcze trochę więcej, ale tak jakieś inne chyba za bardzo nie rzuciło mi się w oczy. Złapałam trochę doświadczenia w nauce - przyda się no i nie zmarnowałam tych trzech wakacyjnych tygodni na nic nie robienie. Byłam chyba 10 razy w terenie przez ten czas, jak i nie więcej. Najbardziej to mi brakowało Hani, która to mnie dopiero 14 sierpnia zmieniła. Wczoraj poziom hejtu był już chyba maksymalny - zgadujcie dlaczego. Haha, powodzenia. Był dobry teren, my z Rydkiem na hucułkach. Aj lubię te małe! Ścierniska na koniu, który ma krótkie nóżki i niezłą petardę w dupce <3
Jeszcze tak zbierając do kupy to co działo się przez te 3 tygodnie: skoki na rudych, teren z wejściem do jeziora (norma) i położenie się pode mną Gioki w jeziorze - a co tam, ona chyba stwierdziła, że ja chcę się kąpać, baaardzo dobre jedzenie, żarciki, wszystkie tereny etc. Bardzo dobre 3 tygodnie! Aż żal było się rozstawać, ale ponieważ teraz jest Hania to jest good. KOCHAM <3
tyle na temat na razie wakacji, chyba wrócę do pisania bo nie mam co zrobić z myślami..

niedziela, 24 czerwca 2012

save my heart

   Byliście kiedyś w sytuacji kiedy to życie niby przewraca się do góry nogami, ale nadal nie wiesz na czym stoisz? Nie wiadomo nic co się z tobą dzieje, ludzie przechodzą obok ciebie chcąc coś od ciebie, ale mało cię to obchodzi. Zależy ci na czymś, co jest nie do zdobycia, ale mimo wszystko i tak będziesz dążyć do tego żeby przenieść góry i dopiąć swego. Cholerna rządza szczęścia miota tobą, twoimi uczuciami i duchem, rani takich, którym do szczęscia wystarczyłaby tylko ta jedna jedyna osoba - TY. Nie zauważasz tego bo twoim ideałem jest coś czego nie będziesz mieć od tak. Starasz się, starasz się i jeszcze raz starasz się wiedząc, że to i tak niczego nie zmieni? Że nie wejdziesz w JEGO umysł i nie namieszasz w nim tak, że zwiąże się z psychiczną erotomanką, której celem jest bycie szczęśliwym z człowiekiem, który jest twoim odbiciem lustrzanym. Piękne, co? Takie dążenie do czegoś co i tak prawdopodobnie mnie ominie, bo innym to szczęście jest potrzebne, tylko dlaczego akurat moje?! Częścią mnie są konie i osoby bez których by mnie chyba serio nie było, ale to najważniejsze vip'owskie miejsce w moim sercu jest nadal puste.. Tylko na prawdę nie wiem jeszcze dlaczego.
   Czasami chciałabym znaleźć się z osobą na której mi zależy na bezludnej wyspie i w ten sposób spędzić tam całe wakacje. Nie wiem jak by się to zakończyło, ale czasami mam dziwne rzeczy w głowie.. czasami często :P Jak to ludzie mówią - pożyjemy, zobaczymy.
  
   No i ludzie mamy ostatni tydzień szkoły! Tak szybko minęło, że nawet nie wiem kiedy :) Narzekało się cały rok, że jeszcze tyle czasu a tu proszę, lada chwila będziecie siedzieć w jeziorze. Trzeba się mocno wyszaleć, jak najbardziej się da! Może zbliżę się do szczęścia :)

   Jeszcze chcę powiedzieć WIELKIE DZIĘKUJĘ dla Agnieszki i Hani za poprzedni wyjebisty weekend! Za każdym razem jak oglądam różne klipy z rozmowami czy po prostu naszymi przygodami to z ręką na sercu zbierają mi się łzy w oczach. Parę dni temu wstawiłam już pewien film na youtube z poprzedniego weekendu i proszę:

Koniec publicznych rozkmin i zabawy w psychicznego masochistę umysłu, żegnam! :D