wtorek, 28 lutego 2012

Codzienność.

Znowu szkoła. Koniec wolnego. Oznacza to znowu wstawanie o 6, całe szczęście powoli robi się już jasno jak oderwę się od łóżka. Łapanie ocen, tworzenie historii klasowej, która z dnia na dzień jest coraz bardziej urozmaicona. Styczność z ludźmi z klasy mam ponad pół roku a już mamy ustaloną hierarchię i stada :D Nie wszyscy komponują się znakomicie, bo grupa wyrzutków zazwyczaj psuje nam wszystkie plany i wywołuje nagłe nerwice. Na szczęście moja wyrąbista grupa umie się nimi zająć - dzisiejsza akcja nie do opisania. Poza tym na razie z nauką jest spokój. 
Chciałabym pojechać do stajni w weekend, ale to wszystko zależy od Hani. No i przede wszystkim chciałabym w końcu ponownie iść na sesje. To jednak uzależnia :D A pomysłów wpip. Właśnie, odnośnie pomysłów miałam tu co nie co chyba napisać? No więc jest na prawdę wieeele pomysłów. W planach już nawet jest sesja na Piąteczce - najspokojniejszym koniu w stajni. Czemu akurat ona? Hmm. Najspokojniej będzie stała jak będę jej się przewracać na grzbiecie :D Największy problem jest zawsze z dobraniem odzieży.. No ale do tego jeszcze jest trochę czasu, bo to raczej tak późną wiosną. W między czasie będą jakieś spontaniczne w fajnym plenerze w różnym klimacie. Poza tym to jest jeszcze mój wymysł do którego dobrze by było mieć partnera na te zdjęcia. Przynajmniej ja to też tak widzę. Tematem jest Zmierzch. Wpadłam na ten pomysł ostatnio i jakoś nie daje mi spokoju :P Mam mega dużo wizji i chciałabym się w tym sprawdzić :D Zobaczymy co czas przyniesie.
Tymczasem idę się jeszcze rozkoszować wolnością, bo nie wiem jak z jutrem. Jeszcze tu zajrzę :)

sobota, 25 lutego 2012

Ponowny powrót do nicości.

  Ferie powoli dobiegają końca. Były to jedne z lepszych chwil jakie spędziłam. Było na prawdę dużo czasu na przemyślenia, na rozpracowanie siebie. Tak tak, znowu zaczynają się brednie, ale tak jest. Ostatnio jak tu zajrzałam była niedziela, 6 dni temu, kiedy to byłam zupełnie innym człowiekiem. Dziwne, prawda? W środę rozpoczęła się rozplanowana ucieczka od rzeczywistości - kierunek Bydgoszcz. Przed południem dotarliśmy na miejsce przebijając się przez tłumy ludzi na dworcu, w autobusie. Cały dzień spędziłam z laptopem na kolanach, oglądając non stop filmy. Wiecie jakie miałam przekonanie do 'Zmierzchu' ? Wszyscy się tym jarają to pewnie jest jakieś gówno. Z 'Salą Samobójców' właśnie tak było, bo po obejrzeniu tego zraziłam się totalnie. Z wielką niechęcią patrzałam jak Karolina włącza DVD z napisem 'Zmierzch' najpierw część 1, potem 2, następnie 3 aż w końcu 4. Za każdym razem podchodziłam do tego jednak inaczej. Zobaczyłam i się po prostu zakochałam. Muzyka która wywołuje łzy i takie spojrzenie w przeszłość jak i też w przyszłość, jak jest teraz, jestem sama. Na temat filmów już chyba mówiłam, ale to już zupełnie co innego. Zazdroszczę, po prostu zazdroszczę. Rozdrabniam się i piszę głupoty ale przez niby zwykłą ekranizację coś niezwykłego się we mnie dzieje. Szukam nadziei, rozmów z ludźmi płci przeciwnej na których mi zależy. Szukam ukojenia i odnalezienia się po obejrzanym marzeniu. To wszystko jest takie magiczne.. Takie życie jakiego chciałabym spróbować. Nie żadne wampiry ani żadne z tych spraw, ale po prostu inne. Aż pożyczyłam od Karolci wszystkie części by móc to wszystko jeszcze raz przetworzyć w ciszy i spokoju. Bez natłoku cudzych myśli i komentarzy - tylko ja i moje durne życie. Chciałabym żeby się parę rzeczy zmieniło a odległości nie wydawały się aż tak wielkie.. Na razie wiem, że trzeba zaakceptować rzeczywistość i poczekać aż przyjdzie na mnie kolej.
  Kolejna sprawa a mianowicie czwartek. Wyprawa do kina, jakby mi jeszcze mało filmów było, taa. Zakupowe szaleństwo i te sprawy. Wszystko sprawiło mi tyle radości i nawet to, że znalazłam się wśród ludzi. Kolejne spojrzenie na świat. Ktoś by powiedział, że mam wspaniałe i kolorowe pełne przygód życie. Oczywiście ja twierdzę inaczej i ciągle mi mało.  No a film świetny z genialną obsadą. Od razu wiedziałam, że 'Podróż na tajemniczą wyspę' to nie będzie gówno. No i nawet okulary 3D dostałam :D Wieczorem wtoczyliśmy się w niezłe towarzystwo dwóch chłopaków z bloku i Domi z którymi urządziliśmy sobie na 10 piętrze na klatce popijawę. Było piwo, czysta wódka i jakiś smakowy 60% alkohol. Także możecie sobie wyobrazić jak wyglądał nasz spacer dookoła jeziora o 22. Przynajmniej poznałam nowych ludzi, napiłam się i w ten czas się niczym nie przejmowałam. Kolejny dzień - piątek. Po ciężkiej nocy planowana była sesja zdjęciowa, ale pogoda popsuła plany. Byłam tak podjarana, że nowe miejsce, nieznany fotograf, który może zdziałać cuda i inne spojrzenie na fotomodeling. Cóż, nie mogłam nic zrobić. Z matka naturą nie wygrasz. No i w sumie spacer w 10 cm. szpilkach do sklepu i zoologicznego nie był dobrym pomysłem na urozmaicenie nudy i nadmiaru pieniędzy, bo? Bo wracałam na samych skarpetkach przez obłocone ścieżki pomiędzy blokami. Miny ludzi widzących mnie paradującą z butami w ręku, idącą w skarpetkach po nieprzyjemnie mokrych drogach - bezcenne. Piątek był także dniem wylegiwania się przed laptopem.        
  Dzisiaj rano przed 9 wyruszyłyśmy na dworzec. Idąc w stronę młodziutkich, przystojnych żołnierzy spotkało mnie na prawdę coś miłego. Czesana wiatrem, włosy które jednym podmuchem odkryły mi twarz, spojrzałam na nich. Widząc, że dziwnym trafem całe stado patrzy się na mnie jakbym była duchem usłyszałam tylko szepty "ale piękna". To było do mnie? Tak to w sumie mogłam odebrać. Miło takie coś słyszeć. Później kolejni dwaj w pociągu nie odrywali ode mnie wzroku. Ja byłam w swoim świecie, słuchając kojącej muzyki, patrząc na słońce przebijające się przez chmury i korony drzew, spoglądając na fruwające, obłąkane, czarne ptaki i przebijające się przez pola małe sarenki. Tak lubię. Jeszcze tylko brakowało mi jednej melodii do szczęścia i oczywiście jego. Jestem skromnym człowiekiem, wierzę w cuda, w duchy, w dziwne 'zbiegi okoliczności' oraz w to, że marzenia się w końcu spełniają. 
  Dzisiaj bardzo wietrzny i chłodny dzień, ale koniary się nie łamią. Z Karoliną i Anią wybrałyśmy się na kolejny cudowny teren. Pan ucieszył się z nowego czapraka, którego dałam w prezencie oraz z towarzystwa. Im więcej terenów tym bardziej zwariowane i ześwirowane. Na samym początku ziemię pocałowała Ania. No tak, koń się potknął i wylądował przodem na ziemi a Ania cudnie wyleciała przez szyję. Nic nikomu się nie stało i kontynuowaliśmy błądzenie po lesie. Wiatr był tak silny, że gdy jechaliśmy drogą na polu normalnie nas zwiewał na bok. Momentami myślałam, że mój wszech panikujący koń będzie cyrkował, bo wiem w sumie jak jazda na niej w takiej pogodzie wygląda. Ku zdziwieniu zachowywała się przyzwoicie oczywiście do czasu. No i nie byłam jedyna, której koń nie wiedział co robi. Teren jak teren - pełen przygód. 
  Po jutrze już szkoła i wiecie co? Nie martwię się tym. Wiem, że będzie rzeźnia. Wiem, że będzie oglądanie znowu tych fałszywych twarzy i walka z tym by nie zmienić się ze względu na ludzi. To jest ciągłe i nie przerwane. Mimo wszystko tęsknię za nową klasą i na prawdę dziwnymi odpałami. Zacznie się wstawanie o 6 i narzekanie na ciągły brak czasu. Ale właśnie im więcej tego wszystkiego tym mniej. Zaraz wakacje i znowu odpoczynek. Jestem silna i zdecydowana więc jak gdyby nic wrócę do codzienności. Fajne mam nastawienie, nie? Też jestem z siebie dumna a przecież o moich wewnętrznych zmianach nikt nie musi wiedzieć, prawda?

Odżyłam i wróciłam. Miłego czytania ;)

poniedziałek, 20 lutego 2012

Zdjęciowy weekend - część 2.

  Wczoraj już nie pisałam bo szczerze mówiąc nie chciało mi się po jeszcze bardziej udanej sesji i męczeniu się z przerabianiem zdjęć. Koń spisał się na medal, ponieważ dała założyć sobie owijki, nachrapnik i nawet nie przerażała jej leżąca na niej sukienka! Byłam Giokondą po prostu oczarowana! :) A po zdjęciu wypranego czapraka tak cudnie pachniała <3 Owoc naszej pracy wrzucę niżej.
  A dzisiaj byłam na zakupach i wyczaiłam świetny czaprak. Co najdziwniejsze po podróży do lumpeksu. Uwierzycie? Czasami wchodzę bo kiedyś też znalazłam tam całkiem przyzwoite bryczesy, które podarowałam kuzynce. Także z łowów zadowolona, bo poza odwiedzin lumpa zajrzałam do innych sklepów i kupiłam sobie parę rzeczy. Wizyta w pizzerii przeszkodziła mi po powrocie do domu w zjedzeniu obiadu, haha. Życie :)

  Poza tym odbiegając całkowicie od tematu założyłam sobie w sobotę maxmodels. Tak tak, pospolita strona modelek, fotografów i tak dalej. Coraz więcej dostaję propozycji do współpracy, wyjazdów, sesji itp. Jeżeli się na prawdę uda, bo ostatnia propozycja jest na prawdę ciekawa to z jednej strony się cieszę, bo może być ciekawie a z drugiej się boję. To wszystko zawdzięczam tylko i wyłącznie Hani, bo to ona wyprowadziła mnie z dołka :D Zaistniałam w obiektywie i teraz mam drzwi na przyszłość szeroko otwarte w wielu branżach, że tak powiem. Trzymajcie kciuki.





sobota, 18 lutego 2012

Zdjęciowy weekend - część 1.

  Jestem mega podekscytowana dzisiejszym plenerem! Zdjęcia wyszły tak fantastyczne, że ja nie mogę! Im więcej sesji, tym więcej wariacji, tym bardziej jestem otwarta na niekiedy dziwne pomysły fotografa. Dzisiaj postanowiłam rozebrać się do stroju kąpielowego na śniegu. Jeszcze trochę a może i odważę się tak serio na akta ;) Tylko jestem ciekawa jak odbierze mnie wtedy otoczenie, bo ludzie wiadomo są dziwni. Kolejna sesja mam nadzieję, że już niedługo bo uwielbiam współpracę z moim fotografem. A mówiąc niedługo to w sumie już jutro, bo zdjęciowy weekend to przecież nie tylko sobota a też i niedziela. Także przygotowanie duchowe i fizyczne czas zacząć. Jestem ciekawa jak Giokonda przeżyje zakładanie owijek, nachrapnika, pióra no i przede wszystkim okładający ją materiał sukienki. Ruda boi się totalnie wszystkiego włączając w to nawet motylki. Totalny świr. Dlatego proszę tylko, żeby jej coś nie odwaliło i żeby mnie nie zabiła. Jak spełni się to, to już będzie duży plus, na prawdę. 
  Pracowity weekend w toku a ja mimo tych szaleństw jeszcze się nie rozchorowałam! Mam za wszystko mistrza i mogę sobie to sama normalnie powiedzieć. A tymi sesjami myślę, co do czasu następnych będę się podniecać. Niemożliwe, że tyle radości daje mi bawienie się i robienie z siebie głupka przed obiektywem. Poszłabym dalej dalej ale mam w sumie jeden kompleks, którego mogłabym się pozbyć, wystarczy chcieć - co prawda to prawda, ale jest jedno ale, nieważne. Zobaczymy co będzie.
  Parę fotek ze zdjęć, które zamieściłam już na facebooku i częściowo będą się pojawiać na fotoblogu.






piątek, 17 lutego 2012

Śnieżne zabawy!

 Cześć i czołem. Śnieżne zabawy, hmm.. Dzisiaj wpadłyśmy z dziewczynami na pomysł, żeby zrobić iglo. No i proszę macie efekty. Ma około 1,50 m a przy wejściu prawie 1,80 m. Bez dachu, ponieważ mam pewna plany co do niego i jutrzejszej sesji z Hanią. Po lewej stronie macie zdjęcia. Praca nad tym zajęła nam łącznie 5 godzin, czaicie? Początki były kiepskie, ale jak już ruszyło i się w miarę zgrałyśmy to pięknie szło. Dosłownie przed chwilą wróciłam cała mokra do domu z tym efektem na aparacie. Chciałam tylko to tu wrzucić i się pochwalić zdolnościami budowniczymi, tak tak. Pędzę zaraz na dobrą kolację po ciężkiej pracy, ogarnąć się i do łóżka. Jutro czeka nas pracowity dzień. Sesja, obrabianie potem zdjęć no i przygotowywanie do sesji konnej niedzielnej. To będzie dopiero coś! Jutro wieczorkiem pewnie wrzucę jakiś przedsmak z jutrzejszego śnieżnego szaleństwa przed obiektywem a w niedzielę może z kolejnej mrocznej sesji. Także dobranoc! :)

czwartek, 16 lutego 2012

Zakręcone wydarzenia.

Zaczynając od początku.. Był prze świetny teren! Ośnieżone drzewka, śniegu po kolana, słoneczko przebijające się przez korony drzew i to rześkie powietrze aż zapraszało w teren. Pogoda nas ogółem nie zawiodła mimo, że straszyli śnieżycami. Przydzielanie koni zajęło nam trochę czasu, ponieważ wyszaleć się pierwszy raz od 4 lat, jak już pisałam poprzednio szła Piątka. Miała być testowana przez Anię, ale w końcu po dłuższym stwierdzeniu doszło do tego, że najgrzeczniejszego konia w terenie już niestety nie ma więc trzeba dać Karolci konia, którego dobrze zna i nie świruje przynajmniej na maneżu. To był trafny wybór, bo najpierw Karola miała dosiąść Palmy, ale młodą trochę energia ponosiła i każdy galop to była jedna wielka seria baranów. Tempo było momentami takie zabójcze, że my na rudych z przodu walczyłyśmy, żeby ogarnąć i słyszeliśmy tylko z tyłu dziewczyny na hucułach jak wrzeszczą, że konie nie nadążają :P No ale teren był świetny i konie były grzeczniejsze niż ostatnio. No i dalsza część historii.. W teren jechaliśmy innym wyjściem, za stajnią gdzie otwiera się do lasu taką drabinkę, gdzie jest droga nad jezioro. Po powrocie zapomniało się zamknąć.. Konie się rozsiodłało, poprzykrywało i poszło się do domu na herbatkę. Przyjechała mama i pojechałyśmy robić obiad. Ja jak gdyby nic siedzę sobie obrabiając zdjęcia i nagle telefon od Pana - konie uciekły. Myślałam, że Pan żartował, ale niestety. Okazało się, że to wyjście nie zostało zamknięte i konie uciekły tamtędy.. Od razu rzuciłyśmy wszystko i jechałyśmy pomóc do stajni  bo Pan był sam się okazało i nie dałby rady sam koni znaleźć i złapać. Wsiadłam z Panem i Karolcią do terenówki i pojechaliśmy na dwugodzinne poszukiwania stada. Skubane zabunkrowały się na jakimś polu i ciągle uciekały. Totalnie z utraconą orientacją łaziły gdzie je kopyta poniosą. Karolcia dojrzała Palemkę a no wiadomo, gdzie hucułek tam i reszta koni. Pierwsza próba złapania się nie udała. Druga też nie. Trzecia trwała dosyć długo, ale w końcu się udało. Bajerowanie i cyrkowanie koni w drodze powrotnej przeszkadzało nam w przebrnięciu przez wysoki śnieg. Pan szedł z Giokondą i Gwiazdką a ja na końcu zamykałam stado z Piątką. Reszta koni się trzymała nas. Konie zawędrowały pół godziny drogi od stajni. Wróciliśmy to praktycznie było już ciemno. Wszyscy zdenerwowani zamknęliśmy konie w stajni i udaliśmy się do domu na gorącą herbatę i pączki. Po 18 dojechaliśmy do domu. Miał Pan szczęście, że przyjechaliśmy i pomogłyśmy bo inaczej byłoby na prawdę źle.. Konie dostaną nauczkę mam nadzieje. Bałam się już szczerze mówiąc o niedzielną sesję bo przecież to będzie hit ! Efekty będą po niedzieli, także trzymajcie i tym razem kciuki za pogodę!

Ferie się całkiem ciekawie zaczynają. Ciekawe co jeszcze nas spotka?

środa, 15 lutego 2012

Powrót.

Wróciłam do domu. Nareszcie? Wcale nie.. Dobrze mi tam było. Było wesoło. Obejrzałyśmy Paranormal Activity 3 i 2 i jeszcze jakieś horrory a więc były nieziemskie reakcje. Moje wrzaski słyszeli pewnie nawet dalsi sąsiedzi.. Trudno, tak reaguję no ale za to reszta się ze mnie śmieje :P Poza tym wyobrażacie sobie to, że po strasznym momencie w filmie Kinga mówi moje imię to ja standardowo się obracam.. No i co widzę? 
Myślicie, że się nie przestraszyłam? Myślicie, że siedziałam spokojnie jak gdyby nic? Hahaha nigdy :D Wręcz prawie zawału tam nie dostałam :) No ale Kinia potrafi wczuć się w horror i jeszcze większego strachu nam narobić. Hmm no ale poza horrorem to oglądałyśmy jeszcze "Dziewczyna z sąsiedztwa" , bo dziewczyny nie widziały no i  "American Pie - Weeding" , bo Agatka nie widziała. Ja oglądałam to już tysiąc razy, zresztą jak wszystkie części i nadal mi się to nie znudziło :)
Poza tym zabawiłyśmy się w kucharzy. W poniedziałek zrobiłyśmy babeczki z czekoladą, które nam pysznie wyszły! Do tego bita śmietana, posypki i różne inne dodatki. We wtorek upichciłyśmy dwie pizze. Jedna wyszła idealnie, druga gorzej ale były dobre :D Poza tym samo-robiony sos czosnkowy wyszedł na prawdę ostry. Chociaż to nic w porównaniu jak ostatnio jadłam kalmary z sosem wasabi. Hmm, poza tym to macie bałwana "w płomieniach" z wariacką ekipą: 
Wiecie ile wkurzania i jakiego poświęcenia to od nas wymagało? Najpierw trzeba było przejść jezioro wzdłuż żeby dojść do działek,  później nękanie nie lepiącego się śniegu, żeby wyszedł bałwan. No ale ponieważ śnieg jednak nie podołał to powstało takie coś. Biustonosz Kingi, która się niewiarygodnie poświęciła no i wyszło coś śmiesznego :P Trzciny no i oczywiście same zrobienie tego stwora zajęło nam trochę czasu. Także myślę, że jakieś wspomnienie będzie :)








No i dzisiaj mała miejsce też sesja na zamarzniętym jeziorze - Soni i Bartka. Udało mi się parę wyciągnąć na zdjęcia. Przekonałam mimo odrażającej pogody i parę fotek wyszło nawet przyjemnie. Macie miniaturki (powiększyć) :







Jutro zapowiada się kolejny wspaniały teren, oczywiście w większej ekipie! W roli głównej będzie klacz, która ostatni raz w terenie była chyba 4 lata temu (jeżeli w ogóle była) haha :D Poza tym jeżeli czeka nas znowu TAMTA łąka to ja wiem jak się skończy :) A więc życzcie żadnego upadku i cudownej zabawy :D 



Miłego wieczoru życzę, do jutra!