poniedziałek, 25 stycznia 2016

Człowiek stworzony z miłości do miłości.

To bez sensu, wszyscy piszą i mówią o miłości, pragną jej i czekają na nią. Jest tego warta? Wiele ludzi żyje głównie dla miłości, w tym ja, która bez miłości czułaby się niepotrzebna. I chodzi tu o różnoraką miłość czy to do mężczyzny swojego życia, rodziny czy też do przyjaciół bądź zwierząt. Jak to wygląda? Piszą, że jest kilka etapów zakochania/zauroczenia.. No ale czy zawsze trzeba podchodzić do tak prostych rzeczy naukowo? Dobrze, zacznijmy od początku..
Pierwsza faza to pragnienie i pożądanie. Czuliście pożądanie i pragnienie osoby z którą zaczynacie się spotykać? Człowiek jeszcze nie wie, ale organizm już wariuje. Powiedzmy, że wiem to z autopsji. Przytoczę wam tu pewnie moją historię w którą do dzisiaj czasami nie mogę uwierzyć. Jak to jest pożądać kogoś kogo jeszcze dobrze nie znamy? Zawsze serce kłóci się z rozsądkiem, a czy to nie za szybko, a czy tak wolno. Człowiek jest istotą skomplikowaną tak bardzo, że czasami zastanawiam się czy nie powinnam w tym momencie rozmawiać z psychiatrą. Ale miłość zawsze zaskakiwała i zawsze zaskakiwać będzie. Pojawiło się pożądanie, co dalej? Zaczynamy bardziej interesować się drugą połówką, fascynować i oczywiście zauroczać. Tak więc druga faza to fascynacja i zauroczenie. Czujemy mocniejsze bicie serca, nogi zaczynają dygotać, ręce nerwowo przebierać i zmieniać położenie, zaczynają się niekontrolowane szczękościski uśmiechów, przenikająca radość. Rzucasz się na łóżko, krzyczysz w poduszkę ze szczęścia, po czym kładziesz się na plecach i zaczynasz się śmiać. Zwariowałaś? Nie to jeszcze nie choroba psychiczna, to tylko zauroczenie. Nie wspominam tu oczywiście o rozczarowaniach ani o tych negatywnych momentach, których również zabraknąć nie może, ale bądźmy optymistami. Co dalej? Do zakochania jeden krok - zaangażowanie.  Krok poznania jego rodziców, czy Cię polubią, co o Tobie będą myśleć. Chyba każdy boi się tego poważnego kroku. Ale pamiętajmy, że to zawsze krok do przodu, a kto nie zaryzykuje ten nigdy się nie dowie a powiem, że można wiele stracić. Wiecie już o sobie więcej, więcej czasu spędzacie razem, zaczynacie myśleć o wspólnej przyszłości. Pięknie co? Nie da się pozostać na etapie pożądania i fascynacji przez całe życie. Z czasem coraz bardziej poznajemy daną osobę a co za tym idzie, zaczynamy być świadomi zarówno jej zalet jak i wad. A kochamy nie tylko za coś, ale również mimo czegoś. Miłość to miłość. Akceptacja wad, przechodzenie przez kłótnie bez rezygnacji ze wszystkiego. Ciężko dopasować się idealnie do kogoś w taki sposób, żeby wasze życia stały się jednym. Ale kto mi powie, że nie warto się kilka razy sparzyć, żeby ostatecznie zbudować coś pięknego?
Tak właśnie było ze mną. Nie chcę wspominać tu o wszystkich pomyłkach, których żałuję bardziej lub mniej, chociaż mówią, żeby nie żałować, bo się przynajmniej spróbowało. Pierwszy raz w życiu udało mi się przejść przez wszystkie etapy, tak sobie teraz myślę. No ale nie lubię porównywania uczuć z pewną teorią, bo mimo, że schemat podobny, to rzeczywistość i tak wyjątkowo inna.
Jak to było? Zobaczyłam go już kilka lat temu na zawodach. Koniarze to jedna wielka rodzina a co w rodzinie to nie zginie nie? "Jaranie się" jeźdźcami, bo tacy przystojni, bo tacy ładni, bo tacy uzdolnieni - "on będzie moim mężem". Los chciał, że w zeszłym roku moje życie stanęło do góry nogami, totalnie. Pierwsze spotkanie, drugie spotkanie. Pamiętam wszystko jakby to było wczoraj. Szczerze to nie chciałam w to uwierzyć, nadal w to nie wierzę. Ile razy miałam wrażenie, że to jest to? Ile razy każda dziewczyna miała takie wrażenie? Na pewno wiele razy, ale wtedy przychodziło rozczarowanie. Ile razy ja tak pomyślałam? Szczerze? Tylko raz, 7 miesięcy temu. Choć nie chciałam w to wierzyć, bo zawsze jak się czymś człowiek bardzo przejmuje to zwykle później się budzi i okazuje się, że to był tylko sen. Chyba pierwszy raz zarzekałam się, że nie wiem czy coś z tego będzie no i kurde jak na złość wyszło. Nie żałuję, że tak się stało, cierpliwość popłaca. Zarzekałam się negatywnie, ale ani na sekundę nie zwątpiłam.  Oswoił mnie ze wszystkim, co ludzkie. Przełamałam wiele barier psychicznych, bo te są zmorą. Zaufanie dość szybko przełamane, wszystko wielką niespodzianką, najpiękniejszą na świecie.
Uwierzcie mi, że do dzisiaj głaszcząc go po głowie, całując, patrząc na niego czy trzymając za rękę, nie mogę uwierzyć w to, że to się dzieje na prawdę.
Miłość nie jest łatwa, miłość jest bardzo trudna. Nie żyjesz już tylko dla siebie, ale też dla kogoś. Kobiety przeżywają to wewnętrznie jakby dostały nowe życie i nową szansę - właśnie do takich należę, to moja ostatnia szansa. Już 7 miesięcy minęło tej miejmy nadzieję niekończącej się bajki. Mój książę na białym koniu (dosłownie) pojawił się w moim życiu niespodziewanie i ciągle mnie zaskakuje.. A ja czuję się coraz bardziej zakochana (nie wiem już czy można bardziej). Rozłąka na początku związku była najgorsza, dwa miesiące dzielących nas setek kilometrów a mimo wszystko daliśmy radę i jesteśmy tu gdzie jesteśmy razem. O niczym innym w tym momencie nie marzę, by być z tym człowiekiem do końca życia. 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Wolna wola przyszłości.

   Jak to jest, że raz mam ochotę zniknąć a raz pragnę czegoś wielkiego? Znowu budzi się we mnie życie, tak czuję. Chrzanić to wszystko, co utrudnia istnienie. A jeżeli znowu jadę w stronę bagna i za chwilę będę tonąć? Przejmować się czy nie? W tym momencie mówię nie. "Lepiej spróbować, niż żałować, że się nie spróbowało". Dlaczego miałabym udawać kogoś kim nie jestem? 
   Jestem chora. Tak, duszę się, nie śpię w nocy a moje zmęczenie można porównać do ciężkiego treningu. Co robię? O dziwo nie leżę w łóżku i nie użalam się nad tym, że zaraz rozchoruję się bardziej. To nieodpowiedzialne, głupie, bla bla bla. Ale nie o to chodzi. Mam na myśli to, że żyję. Z jednej strony brak ochoty i sił na cokolwiek, ale zaś z drugiej strony pojawiło się coś pięknego, co ciężko zaniedbać. Przede mną albo najpiękniejsze chwile w życiu, albo.. albo nie wiem. Po prostu tą kwestię zostawię otwartą, w spokoju. Niech ta bliska przyszłość sama odpowie na to pytanie. 
   Znów ocieram się o szczęście. To wszystko tak szybko biegnie. Chociaż o dziwo taki bieg wydarzeń wcale mi niczego nie komplikuje. Gdy jest gorzej to we wszystkim się gubię, nawet jeżeli jest to proces okropnie żmudny i nudny. Natomiast jeżeli nagle wychodzi słońce i grzeje coraz mocniej to wszystko staje się prostsze. Mam wielką nadzieję, że kiedyś to wszystko zrozumiem. 
Na razie niech się dzieje co chce!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Kobieca logika jak zawsze zawodna.

  Jak to jest, że istniejesz i próbujesz nadawać swojemu i w mniejszym stopniu, nawet jeżeli nieświadomie mojemu życiu jakikolwiek sens? Żyjesz obok. Blisko, ale jednak daleko. Dlaczego nie mogę zaprosić Cię na zabawę klockami i herbatę malinową, którą będziemy pić z zabawkowego zestawu? Na długi spacer i przesiadywanie na drzewie? No tak, nie mamy już 10 lat, bym zapomniała. Zdawać by się mogło, że to takie proste, jednak gdy czegoś już chcę, moje czyny i słowa zostają zatrzymane przez czerwone światło.
  Każda dziewczyna na którą patrzysz, wydaje się być sto razy lepsza niż ta, na którą nie patrzysz tak jakby ona chciała. To moje spostrzeżenie. To wszystko wydaje się być zupełnie bez sensu i tak to też sobie tłumaczysz. Ustalasz hierarchię wartości w której jestem wysoko, lecz nie tak wysoko jakbym chciała. 
  Czuję niemoc. Tak, jakbym musiała nauczyć się wszystkiego od zupełnego początku. Hej, jeszcze żyję i pragnę tego życia. Pragnę tak bardzo jak tego, czego mieć nie mogę. Czekam na tęczę, po cichu walcząc z własnym istnieniem. 
  Przyjdź, rzuć w moje okno bukietem tych brzydkich kwiatów, które od urodzenia próbują rosnąć w moim otoczeniu. Wyłoni się brzydka postać. Zdejmiemy buty, pójdziemy deszczową ulicą, świecącą się na złoto. Nie wiem po co i dlaczego. Ale przecież co nieoczekiwane jest zaskakująco piękne, prawda? Spójrz na mnie. Co widzisz? Zastanów się, dlaczego tak na mnie patrzysz? A teraz wyobraź sobie, że jesteś tam sam. Co czujesz? 
Niezgodna z tym wszystkim, co jest dookoła. Wbrew wszystkiemu co istnieje.

  Ucieczka to najlepsze wyjście? Wiele razy uciekałam. Pomaga, ale nie na długo. Później i tak trzeba się z tym zmierzyć. Uczę się wszystkiego od nowa. Od nowa stawiać czoła tym banalnym problemom, które będą dręczyć mnie do końca życia. No chyba, że na to nie pozwolisz. 
  Ile ludzi zewnętrznie oddaje wrażenie takich jakimi na prawdę nie są? Ile czasu trzeba poświęcić takiej osobie, żeby zajrzeć tak głęboko w duszę, żeby zobaczyć to wszystko, czego Kowalski na ulicy nie zobaczy? Nieważne jak wielką motywację bym miała, owszem, uda mi się. Bardziej lub mniej, ale uda. Dawno nie byłam w tak chorych relacjach międzyludzkich. Nie ma żadnego ciężaru, którego to jestem marionetką. Rozumiesz to wszystko? Niczego nie rozumiesz. Tyle otwartych pytań, tak mało doświadczenia by na nie odpowiedzieć.
  Bądź w stanie panować nad własnymi uczuciami, które szanuję. To wszystko przypomina już coś beznadziejnie dołującego. Ale nie jest takie. Gdyby ktoś kiedyś próbował uporządkować myśli kobiety, która mimo zdecydowania jest niezdecydowana to by chyba zwariował. 
  Spójrz w lustro. Co widzisz? Powiedz to. Będziesz to w stanie powtórzyć w nieco inne oczy niż te, które właśnie oglądasz? Potrafisz uwolnić emocje? Dasz radę ponieść się fantazji i zrobić to, na co masz ochotę? Wiesz na co masz ochotę? Staraj się nie zaprzeczać temu, czego słuchasz. Teraz pytanie, jakich głosów słuchasz? Przestań się w końcu martwić o przyszłość.


 Zatańcz ze mną.
Kręć mną do zachodu słońca.
Niech wszystko idealnie wiruje po kres naszych dni.
~autorskie





poniedziałek, 17 listopada 2014

Nieidealna perfekcja.

  Totalnie nie wiem od czego zacząć. Ostatnimi czasy gubię się we własnych myślach. Ostatni raz, bodajże w marcu pisałam o uwalnianiu emocji. No i właśnie.. Minęło parę długich miesięcy, jednych pozytywnych, drugich negatywnych. Uwalnianie emocji w pewnych momentach życia potrafiło mi tylko wszystko utrudnić. Minimalizowanie problemów poprzez zanurzanie się we własnych emocjach wcale nie było i nadal nie jest takie proste. Po wakacjach rozpętała się wielka burza w mojej głowie, która do dzisiaj próbuje mnie zniszczyć. Najbardziej nie lubię zostawać sama ze sobą. Tak tak, ktoś by powiedział, że sama sobie zaprzeczam, pisząc ostatnio o tym, że przebywanie samemu ze sobą i własnymi myślami pozwoli nam właśnie siebie zrozumieć. Nieważne jak bardzo starałabym się o emocjonalną perfekcję, zawsze wszystko ostatecznie szlag trafia.. No dobra, może nie wszystko, ale większość. Mogę to oczywiście zwalić na jesienne depresje, które z roku na rok są coraz silniejsze. Od czego to może zależeć? Przecież mam cudownych przyjaciół, kochającą rodzinę. Czego chcieć więcej? Przestałam zauważać piękno w rzeczach nawet drobnych. Jak dla mnie, zawsze uśmiechniętej i pozytywnie nastawionej do życia na przekór wszystkim utrudnieniom dziewczynie jest to dobijające. Tak jakby uszło ze mnie życie.
 Budzę się rano, jest neutralnie. Nawet chcąc się uśmiechnąć do zdjęć przyjaciół wiszących wszędzie w moim pokoju, czy też nawet do głupiego portretu nie potrafię. Siadam na dywanie, patrzę w lusterko. Kiedyś potrafiłam powiedzieć sobie nawet ironicznie "dzień dobry, jesteś ładna na swój sposób, a zaraz będziesz jeszcze ładniejsza", dzisiaj nie jestem do tego zdolna. Widzę tą samą twarz od nastu lat, dzień w dzień. Robię make up, bo lubię. Jest lepiej, ale nie tak jakbym chciała, żeby było. Jem śniadanie. Znowu owocowa herbata i kanapki zrobione przez mamę. Smaki, które codziennie rano tworzą fundament każdego dnia. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się zapomnieć umyć zębów, dosłowna monotonia. Zapewne śpiąc robiłabym to wszystko automatycznie. W szkole zazwyczaj jest dobrze, ale tylko na chwilę. Czasami fałszywy, czasami prawdziwy uśmiech na mojej twarzy, czasami uciekam myślami gdzieś bardzo daleko i mam ochotę nie wracać. Koniec lekcji, czas do domu. Jakiś frajer prawie wpadł mi pod samochód, hamulce, pisk, stan przedzawałowy. I teoretycznie jest to koniec dnia. Do wieczora jeść, uczyć się, odpoczywać, spać. Oczywiście są wyjątki, ale nie dziś. Taki był dzień dzisiejszy i tak to wygląda ogółem. Gdzie tu oznaki pełni życia? 
  Moja mała skryta miłość bez zobowiązań znowu jest ze mną. Tak, chodzi o przyjaciela. Czasami przerwa pokazuje na prawdę, kto jest prawdziwy. Tak było jakiś czas temu z jedną osobą a teraz z drugą. Patrząc znowu w te same wesołe oczy, które jako jedne z niewielu trzymają mnie przy życiu to cudowne uczucie, nawet gdy jest źle. Trzeba dać z siebie na prawdę wiele, żeby móc wysłuchiwać, że to głupie, żeby się okaleczać fizycznie i psychicznie. Tak więc wiele się zmieniło, zmienia i zmieniać będzie. Nie mam pojęcia jak długo, czas pokaże. 
   Co jeszcze? Wieczorem tyle mam do powiedzenia, a teraz patrzę w ten głupi edytor i nie wiem jak wszystko ubrać w słowa, żeby nikt nie odebrał tego źle. Czasami wolę milczeć niż tłumaczyć coś, co źle zrozumiane spowoduje kłótnię. Bez przytaczania konkretów. 

Chcę jechać na koniec świata i tam zostać. Ale nie sama. Samotność dobija bardziej niż towarzystwo ludzi, których czasami tak bardzo nie lubię. Mogę znowu powiedzieć, że szczerze tęsknię, płaczę wspominając, oczekuję wielkich szczęśliwych rzeczy, czegoś zwariowanego, co zmieni moje życie. Ale zaraz przypominam sobie jak bardzo mam to wszystko gdzieś i jednak mi się nie chce. Mogę powiedzieć, że chciałabym móc kochać, ale jeżeli nikt nie potrafi dać i nauczyć miłości, to też mi się nie chce. Wyjść na dwór i cieszyć się ze spadających liści z ukochanej brzozy na której spędziłam część swojego życia. A, sorry.. brzoza umarła kilka lat temu. Mogę powiedzieć, że wiem czego chcę, ale jednak nie wiem. I jakby nie patrzeć nie mam ochoty na nic. Nie wspominajmy o życiu, bo jak odechce mi się żyć, to już będzie koniec świata.. Kogo mogę zabrać ze sobą?

To wszystko po prostu jest zdrowo popierdolone.


To nie tak, że nie lubię ludzi bez powodu. Po prostu przelewam na nich niechęć jaką czuję do siebie.

~ nieidealna perfekcjonistka

piątek, 14 marca 2014

Uwalnianie emocji.

Czy warto pisać pod wpływem emocji? Do czego to prowadzi? Nienawidzę być smutna. Chciałabym wymagać od siebie emocjonalnej perfekcji. Chciałabym bezustannie dobrego samopoczucia i pozytywnego nastawienia do życia. Za każdym razem przechodzę frustrację, przez to, że oczekuję od samej siebie emocjonalnej perfekcji. Nie potrafię doprowadzić się całkowicie do takiego stanu, ale próbuję. Dążenie do tak wielkiego zminimalizowania problemów, że wszystko byłoby łatwiejsze. Taaaak, każdy by tak chciał. Przeżywam rozczarowania i smutki, ponieważ przez to nastawienie czuję się źle i myślę tylko, że przecież powinnam czuć się dobrze zawsze i wszędzie. Często gdy oceniamy swoje emocje nie zauważamy problemu i tkwimy w tym negatywnym i dobijającym nas stanie. Ba, nawet go pogłębiamy! Czując się źle nie możemy nakładać na to kolejnych destruktywnych odczuć. Najlepszym sposobem na nasz stan wewnętrzny jest ktoś powiedziałby, że rozmowa.. Otóż nie. Należy zajrzeć do wewnątrz siebie, pobyć ze sobą sam na sam i zanurzyć się w te emocje jak zawodowy nurek. Fundamentem inteligencji emocjonalnej jest umiejętność nazywania emocji i wyrażania ich. Otwarte wyrażanie odczuwanych emocji to najlepszy sposób na uwalnianie ich. Tłumienie emocji sprawia, że kumulują się one w nas i dręczą bez końca. Uczymy się siebie całe nasze życie. Nauczmy się tak, żebyśmy mogli śmiało powiedzieć "tak, panuję nad swoimi uczuciami i emocjami". Bądźmy niezależni.

Dojrzałość.


Czym jest dojrzałość? Wiele osób błędnie odczytuje sens tego. Człowiek dojrzały wie kim jest, czego chce w życiu i po co żyje. Jest świadom konsekwencji własnych wyborów, decyzji, jest odpowiedzialny. Dojrzałość jest pewną sumą przemyśleń, doświadczeń i wyborów. Niekoniecznie musi iść w parze z wiekiem. Jest to umiejętność nawiązywania bliskich relacji w których człowiek pozostaje sobą i szanuje odrębność drugiego człowieka. To również posiadanie i konsekwentne trzymanie się własnej hierarchii wartości. Indywidualną sprawą jest to, że taki człowiek wie, kiedy może pozwolić sobie na szaleństwo i w jakich granicach. Wielu ludzi z tymi granicami ma jednak problem. Należy również stawiać czoło problemom a nie uciekać przed nimi i rozkładać ręce gdy coś nie wychodzi. Należy myśleć, co zrobić aby wybrnąć z tej sytuacji a następnie działać. 
Dojrzałość to wieczny proces. Zawsze jest coś do zrobienia lub poprawienia w sobie. To zrozumienie siebie, własnych odczuć, emocji, myśli. To świadomość, że aby być dojrzałym trzeba stale nad sobą pracować. Nie można rozsiąść się w fotelu i powiedzieć "jestem dojrzała, od dziś nic nie robię".
Dojrzałość jest pożądana i wysoko ceniona przez ludzi. Zdaniem wielu kobiet, ich mężczyźni są często niedojrzali. Przekładem tego jest zaniedbywanie obowiązków domowych, spędzanie zbyt wiele czasu z kolegami oraz niepokojąco lekkomyślne zachowanie się w kontaktach z innymi kobietami. Zdaniem wielu mężczyzn, dorosłe kobiety bywają także niedojrzałe, ale na ogół jest to spostrzegane jako urocze a nawet fascynujące! 
Ponieważ dojrzałość związana jest z określonym kształtem osobowości, to można by oczekiwać, że jest czymś dość trwałym. Nie oznacza to jednak, że osoba dojrzała zawsze w każdych okolicznościach będzie postępować w sposób dojrzały, czyli zgodnie z tym, czego oczekuje od niej otoczenie. Czasami przydaje się nutka dziecinności, oczywiście w pewnych wyznaczonych przez siebie odpowiednio granicach.


"Schody życia mają cztery stopnie: dzieciństwo, młodość, dojrzałość i starość. Wchodząc nie wiesz na którym stopniu zatrzyma się Twój krok. Bylebyś tylko każdy przeżył dobrze."

czwartek, 13 marca 2014

Sukces?


  Czy pracę z nią można nazwać już sukcesem? Może nie całkowitym a raczej częściowym, ale można. 
  Gdy pierwszy raz przyjechałam do Szumiącej miała ona coś ponad rok. Była małym długonogim źrebakiem o niesamowitej urodzie. Nosiła i w sumie nadal nosi miano "słodziaka", "konika domowego". Nie znam innego konia, który aż tak bardzo reaguje na drapanie! Gdy trafi się na dobre miejsce to koń po prostu odpływa, ale też mizia pyszczkiem wszystko co ma pod nosem lub jak się pozwoli to staje się najlepszym masażystą! Z trzech rudych (Giokonda, Gracja i właśnie Gwiazda) jest najbardziej towarzyskim i ciekawskim koniem. 
  Pierwsza lonża, pierwsze wsiadanie - pamiętam doskonale. Gdzieś w zdjęciach mam takie uchwycone zwykłą cyfrówką gdy wysadziła na lonży zadem. Już wtedy wiedziałam, że będzie to koń z charakterem. Moją pierwszą jazdę na niej też pamiętam. Nieogarnięty, sztywny koń z motorkiem w dupce. Za to z najwygodniejszym kłusem na świecie! Mogła zasuwać nie wiem jak i mimo, że była na prawdę rozgarnięta szło pięknie siedzieć. Zupełne przeciwieństwo Prymusa, na którym to wysiedzieć to nie lada wyzwanie.
Wtedy, kiedy była jeszcze Giokonda z Gracją nie jeździłam na niej tak często. Wsiadałam tylko czasami, tak dla odmiany ale też z ciekawości jak ten młody koń z tygodnia na tydzień lepiej chodzi. Miała tendencje do uciekania ze ścieżki, w galopie można było działać cuda a koń i tak uciekał ze ścieżki wyginając głowę w przeciwną stronę i myśląc sobie "hehe znowu dała się wkręcić". Na bat reagowała dość chaotycznie, ale na łydki z lekkim oporem "czego ona ode mnie znowu chce.. przecież przed chwilą chciałaś kłus..". 
  Lata wstecz, gdy na wakacje była Kamila z Warszawy w Szumiącej, Gwiazda zrobiła mi niezapomnianą jazdę, którą pamiętam do dzisiaj. Po tamtym momencie zaczęłam się bać tego konia.. Na nieszczęście dla niej na nie długo. Wszystko było dobrze, do czasu gdy zaczęłam wymagać. Taka jestem? Nie będzie przecież robiła tego co ja chcę! Jeden bacik a walczyłam o życie. Rozszalała się, woziła mnie totalnie bez kontroli po całej ujeżdżalni z barankami i wszystkim co tylko się da. Dzielnie siedziałam przykładając przypadkowe baciki więcej i więcej. Jak to Kamila po jeździe powiedziała "ze strachu o Ciebie zdrapałam cały lakier z paznokci!". Tak, tego zapomnieć się nie da a ja wtedy szybko nie wróciłam na jej grzbiet. Później byłam już zajęta pracą z Gracją i Giokondą, aż wróciłam do niej. Chodziła jak typowy rekreacyjny konik, taka fleja. Łydka - koń idzie, skręcanie "wodzami", koń bardzo do przodu. "Ale tylko spróbuj skręcić to pożałujesz! Nie wejdę do środka! Pffff wolta? Chyba sobie żartujesz.. Czego Ty ode  mnie wymagasz?!".. Jazda zawsze wyglądała tak samo - wsiadasz, stępujesz, kłusujesz, galopujesz, kłusujesz, galopujesz, kłusujesz, stępujesz, zsiadasz. I tak w kółko to samo. Bo inne dzieci, które na nią wsiadały tak jeździły, to było dla niej to normalne. A ja stając się z dnia na dzień coraz bardziej ambitniejszym jeźdźcem zaczęłam czegoś wymagać. Nie było jazdy po ścianie, więcej kół, ósemek, chociaż dalej w stylu takim, że lepiej nie mówić. No ale czego ja się chcę spodziewać po koniku rekreacyjnym?
  Wzięłam sprawy w swoje ręce i od czasu jak nie ma rudych pracuję z Gwiazdą. Czytam jak mogę z nią pracować i to po prostu robię. Nie pracujemy już nad tym, żeby udało się zrobić koło o zamierzanej wielkości, albo żeby koń zrobił ósemkę. Minął ten czas i spokojnie mogę powiedzieć, że koń jest gotowy, żeby od niej wymagać. Ostatnio nasza praca w ogóle jest niesamowicie dobra, bo czuje progres. Czuję, aż się serduszko raduje. Koła są równe, regularne, koń się prawidłowo wygina. Przejścia nie stanowią problemu, próbujemy stosować półparady. Zatrzymanie z kłusa nie jest nam już obce a koń sztywny i niechętny zażegnany. Regulacja tempa? Prawidłowa fala sygnałów i koń idzie tak jak ja chcę. Po raz kolejny udowadniam sobie sama, że mogę. Praca z Gracją też przynosiła widoczne efekty. Sztywny konik robił się miękki i luźny, Gwiazda tak samo jest już na dobrej drodze. Galop na dobrą nogę w prawo do wywalczenia. Koń ufa mojej ręce i moim sygnałom. Kiedyś jazda na niej to była walka, teraz jest to przyjemne i chcę więcej.
  Tydzień temu miałyśmy najlepszą jazdę w naszym życiu. Praca na kołach, koń stał się luźny. Galopy wręcz cudowne w porównaniu do tego co było. Głowa się obniżyła a koń jest sterowny.
  Do czego zmierzam? Hmmm. Pracuję sama, nikt nie mówi mi co i jak mam robić a mimo to, staram się i widzę postępy. Daleka droga przed nami, ale przecież chęci i jakaś wiedza wystarczą nie? Nie szykujemy się na zawody, pracuję dla siebie. Czuję się wspaniale wiedząc, że to jak chodzi ten koń jest moją zasługą. Nawet spróbowałyśmy cordeo i było ładnie jak na pierwszy raz. Dla konia to coś nowego.. No bo jak to tak bez ogłowia? Tak można? Niewidzialna nić porozumienia tak jak to było z Gracją i Giokondą chyba wdała się i w te relacje. Jestem głodna dalszej pracy i efektów. Mogę tak pisać i pisać, bo jest to dla mnie piękne. A będzie jeszcze lepiej i na pewno kiedyś jeszcze coś tu na ten temat napiszę!

Gwiazda kochanie spinaj zadek :)


wtorek, 11 marca 2014

Jak to było kiedyś..

Uwielbiam takie zachody. Chociaż te są dopiero takie "wczesne", bo jeszcze muszę powiedzieć, że zimowe, mimo, że wiosna już chyba na dobre zawitała. Tęsknię za latem, słońcem, wodą, owocami, zapachem lasu. Ostatnio często chodząc po osiedlu wracam do tego, co było kiedyś. Odtwarzam sobie obrazowo wspomnienia połączone z pewnymi miejscami. Wszystkie miejsca wyglądają inaczej, wszystko się zmienia. 
Kiedyś wyglądając przez okno z widokiem na południowy-wschód widziałam olbrzymią łąkę, zero cywilizacji no i las, który pomimo ciągłych zmian istnieje do dzisiaj. Wychodziłam na ogrodzone lekką siatką podwórko i szłam prostą ścieżką, którą otaczały kwiaty, motyle, biedronki prosto do lasu, który był wtedy moim drugim domem. Byłam bardzo mała a szłam goniona przez psy, wlokąc za sobą różne patyki. Lato wydawało się kiedyś piękniejsze, bardziej naturalne. Dzisiaj patrząc w to samo okno widzę domy, samochody, unoszące się z kominów kłęby dymu a dopiero na tym obrazku gdzieś w oddali las. Kiedyś blisko, teraz daleko. Jak to się dzieje? Czasami chciałabym, żeby zniknęły wszystkie domy i wróciły cudowne wspomnienia z dzieciństwa. Mam piękną pamiątkę na kasecie vhs - film nakręcony w '98 roku. Tam właśnie widać wszystko co najlepiej wspominam z tamtego okresu. 
Na zdjęciu widać za nami tą dzicz. Dzicz, którą tak kochałam. Bycie dzieckiem lasu było wspaniałe. Byłam zupełnie innym człowiekiem. Dlatego w niektórych momentach czuję po prostu, że nie pasuję do otoczenia. Tak po prostu. Kocham tamte czasy i mimo, że widziałam ten film tysiąc razy, mogę spokojnie obejrzeć go jeszcze jakiś milion.. Tak wiem, jestem okropnie przywiązana do wspomnień.

Teraz wszystko jest inne. Naturalnie może nie wszystko idealnie wspaniałe, ale cieszę się z tego co mam a co najważniejsze, cieszę się, że miałam takie dzieciństwo i mam takie wspaniałe wspomnienia. 

Z Oliwią możemy cały dzień przesiedzieć na naszej łące w głębi lasu nad rzeką i wspominać każdy dzień, każdą gafe, każdą chwilę z naszego dzieciństwa. 

Zapewne każdy człowiek lubi wracać do takich rzeczy, odwiedzić stare miejsca. Jest się jednak związanym z otoczeniem w którym się wychowywało i spędzało czas. Te wspomnienia zostaną z nami do końca życia. Tak już jest, że wracamy do tego za czym tęsknimy. Wracamy do tego co było piękne.


The best.


   Tak więc wracam tu jednak z powrotem, jak na stare śmieci. Muszę chyba gdzieś zostawiać wszystkie myśli, które kłębią się w mojej głowie. Wprowadziłam parę zmian, ale nie kasuję poprzednich wpisów. Niech sobie zostaną w archiwum, może kiedyś znajdę sama ochotę na powrót do przeszłości chociażby w postaci takiego odtworzenia tego, jak było kiedyś. Tak samo jak istnieją moje wszystkie (a jak nie wszystkie to większość) wpisy na fotoblogu. Tam tez od dłuższego czasu już nie zaglądam, chociaż czasami korci mnie żeby wrócić. Miałam ostatnio taką rozkminę, czy na prawdę nie kontynuować mojej historii tam. Padło jednak na bloga.
   Jak jest teraz? Przez ten rok działo się wiele rzeczy. Letni romans, który okazał się pomyłką, wiele głupich zauroczeń, które przeminęły z wiatrem, znajomości, które może nie miały mieć miejsca. Natomiast jedno zostało do dzisiaj - prawdziwa przyjaźń. Rzadko trafiam na takich przyjaciół, z którymi mogłabym iść na koniec świata. Taka właśnie mi się trafiła. Pomijając te, które są ze mną od pierwszych lat mojego życia. Przeżyłyśmy małą rozłąkę, błędnie zostałyśmy poróżnione i skłócone. Nie chcę do tego wracać, bo było to pomyłką, to był dla mnie najbardziej burzliwy okres w zeszłym roku. Nic innego na tak wielką potęgę na mnie nie wpłynęło. Ale dzisiaj znowu jesteśmy razem, jest jak dawniej. Znajduję się obecnie w szufladce mianowanej nazwą "najszczęśliwsi ludzie na świecie". Należy dbać o ludzi a ludzie zaczną dbać o Ciebie. Mam cudownego chłopaka, najlepszych przyjaciół, niezapomniane wspomnienia, nieuchwytne marzenia i pasję, która jest dla mnie jak powietrze. 
'Żyj tak aby każdy kolejny dzień był niesamowity i wyjątkowy. Wypełniaj każdą chwilę tak, aby potem wspominać ją z radością. Czerp energię ze słońca, kapiącego deszczu i uśmiechu innych. Szukaj w sobie siły, entuzjazmu i namiętności. Żyj najpiękniej jak umiesz, po swojemu. Żyj tak, aby nie żałować żadnego dnia.'


środa, 26 czerwca 2013

Wiem, wszystko wiem..

  Znowu opuściłam bloga na dosyć długo.. To jest tak, że raz mam czas a raz nie mam, zwłaszcza, że piszę jeszcze na fotoblogu a czas spędzam też na facebooku, asku, od niedawna na howrse.. A jak wiadomo, nie żyję samym internetem, stąd brak czasu ;-) Co u mnie? Szkoła się kończy, koniec 2 klasy, od września witaj 3 klaso technikum. Zapowiadają się piękne wakacje, ale czy tak piękne jak te rok temu i jeszcze bardziej wstecz? Tak jak przestałam czuć "magię świąt" podczas Bożego Narodzenia czy Wielkanocy (pomijając to, że nie wierzę), tak jakoś inaczej odczuwam też wakacje. Tak jak co roku wakacje, koniec roku, to było coś wspaniałego, takie jaranie się tym wszystkim, klimatem, słońcem, spędzaniem czasu nad jeziorem, zabawami do późnych godzin, tak teraz mniej zaczęło się to liczyć. Coraz częściej łapią mnie takie rozkminy, czuję, że życie ucieka mi z rąk, przemija przed oczami i śmieje mi się w twarz.. Dlaczego? Mam wielkie wyrzuty sumienia, że się marnuję, nie wiem dlaczego. Zaciskam pięści i biorę się w garść. Już w piątek, po zakończeniu wyjeżdżam do najważniejszej w moim życiu - Kasi. Nie ważne co się dzieje. Trzymajcie się i życzę miłych wakacji. Postaram się jeszcze odezwać ;-) 

ZAPRASZAM NA ask.fm i YOUTUBE

wtorek, 2 kwietnia 2013

sesja, fot. 2.04.2013r.

jako, że były dziewczyny, ogarnęło się sesję z Hanią. zdjęcia są urocze <3






















i czym byłaby sesja bez żadnych odpałów? to także trzeba uwiecznić!
i zapraszam na film:






niedziela, 31 marca 2013

!

Dzisiaj dodam kamerkowe zdjęcia z małpami. 
Zrobiłam sobie wczoraj końcówki włosów czerwoną szamponetką. Śmiesznie to wyszło, ale chyba muszę poprawić. Dzisiaj śniadanie zjedzone o 10, następnie z Karolcią obejrzałyśmy HP cz. 3 (wczoraj wieczorem 2 oglądałyśmy), zjadłyśmy ciasta, niedługo obiad, po obiedzie do cioci znowu na wyżerkę.. Jak dzisiaj nie pęknę to będzie serio dobrze. Jutro przyjeżdża Kasia, mam nadzieję, że z Kają. 
taaaak je kocham!



Zdjęcie robione rano, tzw. poranny fejsik. Ruda nieogar i na włosach i na twarzy - zero make-up'u, nieuczesany włosy, "pidżama" i głodny brzuch! 

 A tu chyba niedługo jechałyśmy na koncert "Koniec Świata". Coś pięknego! <3 Dziękujemy Dominikowi (Kasi brat) , że zechciał nas zabrać na koncert :D

 głupotki

 głupotki part 2.

kolejny poranny nieogar, tym razem ubrane haha. Kasiałkę, ja, z tyłu Ania i Kaja <3

 to jakaś staroć z Karolą i Anią

a to robione dosłownie jakieś pół godziny temu. włosów za bardzo nie widać

xoxo

sobota, 30 marca 2013

Uczucia.

   Uczucie, w najprostszym znaczeniu tego słowa oznacza to, co czujemy do innych. Uczucia to różne stany psychiczne, które wyrażają stosunek człowieka do tego, co się dzieje w nim samym jak i w jego otoczeniu. Jak wiadomo jest dużo uczuć zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Zbiór wszystkich uczuć, jakich człowiek doznał w życiu wobec różnych rzeczy jest swoistą mapą jaką przechowuje on w swojej pamięci. Ze względu na nowe doświadczenia, mapa ta jest stale uzupełniana i modyfikowana. Można powiedzieć, że stanowi ona część wiedzy tego człowieka o rzeczywistości.
   Należy też wyraźnie rozróżnić uczucia od odczuwania. Odczuwać możemy np. ból. Prawdą jest jednak, że postrzeganiu bólu prawie zawsze towarzyszy jakieś uczucie. Można więc powiedzieć, że często właśnie odczuciom towarzyszą uczucia.
   Jednym z argumentów po co są uczucia może być to, że w ten sposób wyrażamy siebie i swoje emocje. Za pomocą uczuć możemy powiedzieć drugiej osobie to, co trudno jest nam wyrazić w słowach. 
  Jednym z najważniejszych uczuć jest miłość. Miłość wyrażamy naszymi czynami, postępowaniem, niekoniecznie powtarzaniem w kółko "kocham cię". Powiedzieć to jest na prawdę łatwo, aczkolwiek wyrazić to uczucie prawdziwie, jest trudno. Bez miłości nie ma życia jak to mówią. Nadaje ona sens życiu i prowadzi nas każdego dnia przez życie. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko, nawet te najgorsze chwile. Nie jest ona na pokaz.
   Kolejnym ważniejszym uczuciem jest przyjaźń. Jest to więź oparta na wzajemnej życzliwości i miłości. Przyjacielem trzeba być umieć a nie tylko pięknie o swoich przyjaźniach mówić. Bez wątpienia jest to niezwykłe uczucie. I chociaż siedliskiem przyjaźni jest serce, to rodzi się ona w naszych umysłach. 
   Ludzkie uczucia są trwałe i niezmienne. Rola uczuć w życiu ludzkim jest olbrzymia. Uczucia są rodzajem energii psychicznej i stanowią właściwy powód wszelkich działań. Są one przyczyną wszystkiego, co się dzieje na świecie w ludziach i przez ludzi. W tym momencie ktoś mógłby zaprotestować: Jak to? Przecież człowiek nie kieruje się wyłącznie uczuciem. Są ludzie, którzy stawiają na rozsądek, logikę, rozum. Są też ludzie, którzy wydają się w ogóle nie mieć uczuć. Nie jest to prawda, nie ma ludzi bez uczuć. Są tylko tacy, którzy swoje uczucia skrywają. Tacy ludzie do pewnych uczuć nie chcą się przyznać nawet sami przed sobą, wmawiając w siebie, że ich nie mają. 
   Naturalne uczucia nie tylko odgrywają ważną rolę w życiu człowieka, ale są wręcz konieczne do jego prawidłowego funkcjonowania, dlatego nie należy ich tłumić. Tłumienie naturalnych uczuć prowadzi zatem do ich wyginięcia i powstania przez to wielu szkodliwych efektów. Nie należy ich więc ograniczać, trzeba się raczej w nie wsłuchiwać, bo są one mową duszy.

piątek, 29 marca 2013

i love my life, really.

Żadna wena dzisiaj mnie nie naszła, żeby napisać coś mądrego, ale dodać coś tu dodam. Pogoda leci sobie w kulki i to na poważnie.. pozdrawiam środkowym palcem. Dzisiejszy dzień strasznie nudny, czas tak wolno leci, masakra jakaś. Przyjechała Karola, moje kochanie <3 Obejrzałyśmy dwa odcinki housa, przesłuchałyśmy wszystkich piosenek happysadu, gadałyśmy z Lalusiem na skype, posprzątałyśmy coś. Parę ciast już jest zrobionych, omomo! Zaczęło się dzisiaj oficjalnie beztroskie obżarstwo, like it. A ciasteczka Karolci wyszły taaakie dobre, że jem jak głupia, do niedzieli ich nie będzie! Poza tym ciągle walczę z internetem.. od czasu jak router "obsługuje" dwa komputery to wręcz cholery można dostać robiąc cokolwiek. Za chwilę idę sobie odgrzać pyszną zapiekankę z makaronu i zaczynamy oglądanie HP <3 Dziś pierwsza część. Ale tęskniłam za tym. Ostatnio strasznie często wspominam. Potrafię się nawet poryczeć wspominając, bo wiem, że już tak nie będzie.. W ogóle ostatnio bardzo często mam takie dni, sama nawet nie wiem czemu.. Dobra, koniec tego. Zadzieram kiece i lece, bo wzywa magiczny świat! buahahaha, jestem popierdolona i mam świra na punkcie HP, tak. 

mimo wszystko lubię to jak jest teraz, na prawdę lubię.

xoxo

czwartek, 28 marca 2013

Tolerancja.


   Czym jest tolerancja? Oznacza ona cierpliwość i wyrozumiałość dla odmienności. Jest poszanowaniem cudzych uczuć, poglądów, upodobań, wierzeń, obyczajów i postępowania choćby były całkowicie odmienne od własnych, albo zupełnie z nimi sprzeczne.
   Współczesne rozumienie tolerancji to szacunek dla wolności innych ludzi, ich myśli i opinii oraz sposobu życia. Mimo, że mijany przez nas człowiek nie podoba nam się wizualnie, szanujemy go. Dlaczego tak jest? Jesteśmy tolerancyjni. Tolerancja to wielka zaleta człowieka, który ją posiada. Tolerancja to kompromis - choć nie wszystko musi się nam podobać, nie uznajemy tego za złe. Jest po prostu inne, a inne wbrew pozorom nie oznacza gorsze. Jest to pierwszy warunek jakiego musimy się nauczyć chcąc być liberalnym. Tolerancja jest podstawą w państwie czy w grupie gdzie rządzi wolność słowa. Nie ma tolerancji, nie ma szacunku do własnych poglądów. Jakby wyglądał świat bez tolerancji? Takiego świata nie umiem sobie wyobrazić. Byłby to świat bez możliwości wypowiadania swojego zdania w obawie o życie, wolność, które można by było stracić przez sprawujących władzę dyktatorów. A dyktaturę można zastąpić demokracją - rzeczą o wiele rzetelniejszą, sprawiedliwszą. Jednak aby światem rządziła demokracja, świat musi poznać co to kompromis i właśnie tolerancja. W demokratycznym państwie każdy się szanuje, ludzie gotowi są na kompromis, wiedzą, że choć nie zawsze jest w pełni tak jak chcą będzie to o wiele lepsza dyktatura. Tak więc podstawą demokracji jest tolerancja. 

   Każdy człowiek ma własną "granicę tolerancji" i nie każdy potrafi coś tolerować. Takie zachowanie wynika z wpływu środowiska jakie nas otacza.
   Nietolerancja wynika ze strachu przed innością, strachu, braku zrozumienia przez drugiego człowieka. Ludzie często uogólniają daną grupę. Przykładem nietolerancji może być rasizm, lekceważenie innego zdania, wyśmiewanie poglądów innych ludzi, związki homoseksualne, i wiele innych. Każdy człowiek zasługuje na akceptację bez względu na płeć, rasę, kolor skóry czy też wiek, ale nie każdy ją otrzymuje. Przyczyną jest właśnie nietolerancja. Postarajmy się tolerować tak błahe rzeczy, różnorodność. Przecież wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny, jesteśmy dokładnie tacy sami. Nie dzielmy się na lepszych bądź gorszych, białych czy też czarnych, homo, hetero czy też bi. Każdy ma prawo być sobą i każdy człowiek powinien posiadać coś takiego jak szacunek i tolerancję.

Czy człowiek samotny może być szczęśliwy?


   W dzisiejszych czasach w których ważniejsze jest to, aby "mieć" niż "być" jest wielu samotnych ludzi. Ale czy naprawdę można być samotnym wśród ludzi? Antoine de Saint-Exupery w "Małym Księciu" napisał, że "Wśród ludzi jest się także samotnym". Mimo, że kochał swoją planetę i różę był samotny. Dlaczego? Bo można być samotnym nawet wśród przedmiotów i ludzi, których kochamy. Ludzie, którzy nie mogą odnaleźć się w nowym środowisku, nie mogą znaleźć pracy też czują się w pewien sposób samotni. Tak samo jest z osobami, które przeprowadziły się w nowe miejsce. Trudno jest im zawrzeć nowe znajomości, przyjaźnie. Są samotni mimo otaczających ich tłumów. Samotność dokucza nie tylko nam. Cierpią na nią też sławne, lubiane osoby. Otaczają ich co prawda tłumy ludzi, fanów, ale ludzie lubią ich za to kim są a nie za to jacy są. Nie potrafią odróżnić prawdziwej przyjaźni od ślepego zachwytu tym "kim to oni nie są". 
   Patrząc na to z innej strony, kiedy jesteśmy młodzi samotność tak nie dokucza. Nie odczuwamy jej, gdy mamy grono przyjaciół przy sobie. Najgorsze przychodzi jednak wtedy, gdy to grono zaczyna się wykruszać i nagle zostajemy sami, bo oni maja już inne cele, inny punkt widzenia i nie mają dla nas czasu. Zaczynamy tęsknić za kimś, zazdrośnie patrzeć na inne szczęśliwe znajomości, pary, na siłę szukać drugiej połówki, przyjaciela, który nas zrozumie i będzie. Zależy to oczywiście od charakteru człowieka, jak do tego podejdzie. Znam ludzi, którzy kochają samotność a w niej tylko ich obecność. Jednak nie należy brać z nich przykładu, bo tacy ludzie nigdy nie zaznają tego co najpiękniejsze. 
   Podsumowując, człowiek samotny może być szczęśliwy, ale to zależy tylko i wyłącznie od niego. Jeżeli mogłabym wybierać pomiędzy szczęściem samotnika a szczęściem osoby mającej wiele kochających osób, wybrałabym drugą opcję. Nie jestem samotna, mam przyjaciół, rodzinę, znajomych. Brak drugiej połówki świadczy o pewnej samotności, jednak nie jest to najważniejsze.

środa, 27 marca 2013

Być sobą - łatwe czy trudne?

  Uważam, że bycie sobą jest trudne, czasami wręcz niemożliwe. Warto jednak być sobą nawet wtedy, gdy chcemy się komuś przypodobać lub gdy wymaga tego otoczenie.  
  Pierwszym takim ważniejszym czynnikiem jest osobowość człowieka. Jeżeli ktoś w kółko próbuje się dostosować do jakiegoś towarzystwa bądź środowiska, traci swój charakter, traci siebie. Człowiek udając ciągle kogoś innego, nakładając ciągle jakąś "maskę" za którą się ukrywa, wkrótce staje się sama maską - imitacją siebie, swojej prawdziwej osoby. Zmienianie siebie w celu przypodobania się komuś jest raczej bezcelowe. Każdy szanujący się człowiek nie ukrywa swoich poglądów tylko dlatego, że nie akceptują ich inni ludzie. Udawanie kogoś innego jest głupotą. Robienie czegoś co nie jest zupełnie w naszym stylu tylko po to aby jakaś grupa ludzi nas zaakceptowała. Ukrywając swoją prawdziwą osobowość stajemy się taka bezmyślną owcą podążającą za stadem. Takie coś wiadomo, trwać wiecznie nie może. Kiedyś trzeba przestać, trzeba zaakceptować samego siebie, porzucić "maskę". Takie udawanie jest też dosyć stresujące i męczące psychicznie, można zwariować..
  Następną ważną sprawą jest szacunek. Czasem może się wydawać, że ludzie szanują mnie tylko dlatego, że wyrażam przekonania zgodnie z ich poglądami. W głębi duszy ukrywam jednak własne przekonania właśnie po to, aby nie stracić szacunku. Przez takie udawanie możemy stracić szacunek do samego siebie. Ktoś, kto zmienia poglądy w zależności gdzie jest i z kim przebywa nie zasługuje moim zdaniem na szacunek ani ze strony innych ani tym bardziej swój własny. Tak samo jak w przypadku charakteru, fałszywe poglądy prędzej czy później wyjdą na jaw. Jeżeli jednak mimo wszystko zostaliśmy sobą i otwarcie dzielimy się z innymi naszymi poglądami, zwykle możemy liczyć na szacunek innych, nawet ze strony ludzi, którzy nie podzielają naszych przekonań.
  Następny argument to potrzeba różnorodności. W końcu gdyby ludzie mieli takie same charaktery i poglądy, świat byłby strasznie nudny. Jaki monotonny byłby świat, gdyby wszyscy się tak samo ubierali, lubili jeść to samo, dzielili by te same pasje, słuchali tej samej muzyki. To właśnie różnorodność ludzi stanowi o pięknie świata, jednakże koniecznie musi być wspierana przez tolerancję.
  W dzisiejszych niesamowicie ciężkich czasach, trudno jest tak na prawdę być sobą. Mimo, że żyjemy w wolnym kraju, każdy nasz pogląd może być szykanowany. Zawsze może okazać się, że zostaniemy uznani za komunistów, konserwatystów, homoseksualistów, chociaż nigdy nawet nie zbliżyliśmy się do żadnej z tych grup. Jeśli mimo wszelkich zarzutów utrzymamy własną twarz, będziemy mogli być z siebie dumni.
  Podsumowując, uważam, że bycie sobą jest trudne, ale warte wysiłku. W końcu tylko będąc sobą, poznamy kto jest naszym prawdziwym przyjacielem, kto nas szanuje, a kto kocha, za to kim jesteśmy. Wpływa to także na nasze samopoczucie, poziom stresu i poczucie własnej wartości. Bądźmy sobą, aby świat nabrał więcej kolorów!


xoxo

wtorek, 26 marca 2013

Przyjaźń.

  Rok 2013 miał być lepszy, mhm. Minęły dopiero 3 miesiące a ja powoli zaczynam mieć dość. Dwie nietrafne miłości, koński rok na pewno to nie będzie tak coś czuję, częste choroby.. oszaleć można. Za to, żeby się to wszystko trochę równoważyło, to mogę powiedzieć, że mam na prawdę najwspanialszych przyjaciół pod słońcem. Najtrafniejsze przyjaźnie jakie mogą być to takie jakie teraz mam. 
   Czym dla mnie jest przyjaźń? Taką małą, skrytą miłością bez zobowiązań. Potrzebujemy prawdziwych przyjaciół bardziej niż czegokolwiek innego w całym swoim życiu. Być przyjacielem trzeba umieć. Trzeba tą więź pielęgnować, dbać o nią i chronić. Nie można oczekiwać od drugiej osoby czegoś czego nie oczekujesz od siebie. Przyjaźń jest wzajemnym zaufaniem, radością przebywania z drugą osobą. Dobieramy sobie takich przyjaciół, którzy są w pewien sposób do nas podobni lub takich, którzy są naszym przeciwieństwem. Przyjaźń jest sztuką. Sztuką rozmowy, współpracy, kompromisu. Sztuką dawania z siebie wszystkiego bezinteresownie, nie oczekując niczego w zamian. Przyjaźń wzbogaca, uczy, pozwala przetrwać trudne chwile. Zasłużyć na nią nie jest jednak tak łatwo. Trzeba dać z siebie na prawdę bardzo dużo, aby zdobyć prawdziwego przyjaciela. Trzeba się nauczyć być przyjacielem. Nie jest to łatwe a jak wiadomo wszyscy popełniamy błędy i niejednokrotnie zawodzimy bliskich. Nigdy nie wiemy, czy osoba, która mieni się naszym przyjacielem jest nim na prawdę. Możemy się tego nawet nigdy nie dowiedzieć, jedynie trudne sytuacje życiowe pozwalają uświadomić nam, kto jest na prawdę oddanym przyjacielem. Gdyby nie przyjaciele nigdy nie wiadomo jakby się to życie potoczyło.

   Dużo ludzi mówi, że zazdrości mi przyjaźni z gejem... ma czego? Ma czego, zdecydowanie. Nie patrzymy na to czy się sobie podobamy czy nie, oboje mamy zryte banie, mogę latać przy nim na pół nago i czuć się swobodnie, zawsze doradzi na zakupach, przy fryzurze, kolorach, oboje narzekamy na facetów i czujemy się w swoim towarzystwie dobrze. Nie muszę się czesać, malować, ubierać, mogę leżeć w łóżku, chora, zniszczona fizycznie i psychicznie i mam to po prostu w dupie. Nawet nie wiecie jakie to jest fajne uczucie, nigdy takiego nie miałam. Pierwszy raz widziałam płaczącego faceta, pierwszy raz faceta z takimi uczuciami w którego towarzystwie czuje się na prawdę świetnie. Tak mogę pisać i pisać i stwierdzam, że geje to najlepsi przyjaciele! 
   Kolejnym przykładem prawdziwej przyjaźni są trzy osoby z którymi przyjaźnię się najdłużej. Jedna przyjaźń trwa dwunasty rok, kolejna siódmy a jeszcze jedna czwarty. Z Oliwią znamy się większość życia, miliardy wspomnień, wspólnie spędzonych chwil, dni. Zarówno te szczęśliwe jak i smutne momenty są tego warte. W każdej chwili gdy czegoś potrzebuję mogę iść do niej, wiem, że mi pomoże. Wiem, że nawet gdy stanę pod jej drzwiami w środku nocy, ona mi otworzy i pomoże. Tak samo Karolcia, pomimo, że nie potrafi mnie tak pocieszyć, wystarczy, że przytuli, wypłaczę jej się i już jest lepiej. Najważniejsze jest to, że jest. Piękne wspomnienie - Silec. Tam się na prawdę poznałyśmy. Jedyne takie miejsce, które wiem, że nie ma drugiego takiego na świecie. A Krzysiu? W sumie to znamy się od urodzenia, ale taki na prawdę bliski kontakt zaczął nam się dopiero jakieś 4 lata temu. Nie przeżyliśmy co prawda tyle co z Oliwią bądź Karolcią, ale uwielbiam go. Wytrzymał ze mną najgorszy okres w moim życiu, podziwiam go za to, bo wiem, że nie było łatwo. Dziękuję.
   Nie mogę zapomnieć o całej reszcie osób na których mogę liczyć i przede wszystkim Kasi! Młodą kocham bardzo, tak bardzo, że sobie nie wyobrażacie. Trudna jest to przyjaźń, ale nie jest na siłę. Lubię wypłakiwać jej się w ramię, gdy pociesza, podbudowywuje, motywuje. Mimo, że krócej żyje niż ja, jest genialna. Z tymi wszystkimi ludźmi przeżyłam wiele, co chwilę kogoś nowego poznaję, coś wyjdzie, coś nie wyjdzie - życie. I nie mówcie, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje, bo istnieje. Nie we wszystkich wypadkach bo tu się zgodzę, ale istnieje. Wszystkim wam życzę takich przyjaźni jakie mam ja.


KOCHAM, DZIĘKUJĘ.

środa, 13 lutego 2013

Im dalej tym ciężej.

Znowu długo nie pisałam. Brak chęci, czasu.. W skrócie mówiąc przeżywam na prawdę coraz to cudowniejsze i szalone rzeczy. Niektóre znajomości przykro się kończą, ale za to wiele nowych powstaje. Przez te niecałe pół roku przez jakie byłam cicho tyle się stało, że nie starczyłoby mi czasu gdybym chciała to wszyscy dokładnie w spokoju opowiedzieć. Dzieje się i źle i dobrze, ale na prawdę nie żałuję niczego. Stwierdziłam ostatnio, że miłość nie jest dla mnie i wybrałam przyjaźń. Ciężko jest, ale wiem, że w ten sposób nie będę tak cierpieć.. ?! Tak, sama nie wiem czego chcę. Mam wspaniałych przyjaciół. Mimo, że straciłam dwa konie, które były częścią mojego życia to próbuje już o tym w ten sposób nie myśleć.. Przeżyłam najlepsze chwile a jak wiadomo nic nie trwa wiecznie. Mogę być jedynie z siebie dumna, z tego jak mnie to zmieniło. Mam ostatnio bardzo często wachania nastroju, raz mogę z wszystkimi gadać, o wszystkim, śmiać się zupełnie bez powodu a raz wolę trzymać się na dystans, siedzieć cicho, być w innym świecie, myśleć o tym co się dzieje.
W sobotę przeżyłam wspaniałą imprezę. Co prawda w klubie dla gejów i dla lesbijek, ale no hetero też tam chodzą. Byłam tam ze świetną grupą taką jak Karola, Ania, Aga, Dawid, Marta i przede wszystkim Alex. Są to moi przyjaciele, których uwielbiam nad życie! Dawid jest gejem, pierwszym jakiego bardzo dobrze poznałam. Tacy ludzie są świetni, mogę to powiedzieć z całym przekonaniem. Jestem tolerancyjna, nie obrzydza mnie to, lubię wysłuchiwać jego historie miłosne, lubię jego podejście, które jest takie samo jak moje - faceci to świnie. Alexa tak jak brzydził ten klub na początku tak później pomogłam mu się przełamać i nie było tak źle :) Chciałabym powtórzyć tą imprezę w tym samym miejscu z tymi samymi ludźmi. Robię się coraz starsza i coraz więcej rzeczy przeżywam, idę coraz dalej w życiu. Robię dziwne rzeczy których nie żałuję. Dobrym przykładem są zdarzenia z sobotniej imprezy. Czułam się świetnie.. Nie będę mimo wszystko uchylać większych tajemnic z soboty bo niektórzy tego nie szanują. 

Na dzisiaj mam dość, odezwałam się, dałam znak życia. Trzymajcie się.

wtorek, 18 września 2012

Two hearts beating the same rhythm.

Na zdjęciu ja z Gracją - fot 3.05.2012r. Dlaczego zebrało mi się na takie wspomnienia i rozkminy? Jestem świadoma tego, że niedługo stracę kogoś, kto mnie zmieniał od wewnątrz i nadal zmienia, kogoś dzięki komu pokonałam strach i zyskałam coś czego nawet nie potrafię nazwać. Niektórzy uważają, że "przyjaźń" z koniem jest głupia i nierealna. Poniekąd mają rację, bo ktoś kto nie potrafi rozmawiać z końmi, nie czuć tego samego co one to faktycznie jest to bez sensu.. Nie potrafię wydusić z siebie tego jak mi ciężko.. Pamiętam kiedy pierwszy raz ujrzałam tego konia słyszałam: "nie podchodź do tego boksu bo ona gryzie" , "na niej prawie nikt nie jeździ bo to jest trudny koń". Nikt mi się nie powinien dziwić, że na prawdę się jej bałam. Pierwsze kontakty z tym koniem były niemal wyczynem. Wsiadłam, bałam się niesamowicie. Walczyłam, walczyłam aż się przełamałam. Ten przełom zaliczam do największego mojego osiągnięcia w jeździectwie - kiedy to przestałam bać się strachu. Jakby tak porównać to co było dwa lata temu a co jest teraz - magia. W moim serduszku jest teraz koń na którego potrafię mieć czasem takie nerwy, że mam łzy w oczach ze złości. Gdy coś nie idzie zaciskam zęby i wewnętrznie walczę z samą sobą, żeby niczego przypadkiem nie zepsuć. Nie jestem jakąś specjalną siłą spokoju dlatego wszystko dla mnie jest trudne. Uwielbiam kiedy jesteśmy same, nikt na nas nie patrzy, nie ocenia. Wtedy rozmawiam z nią jak z człowiekiem.Czuję jak mi odpowiada. Zawsze chciałam tego doznać, przeżyć to i się udało. Inaczej patrzę na świat. Ten koń jest dla mnie jak ładowarka.. Nieważne jak mnie podładuje, ważne, że podładuje i ważne, że jest!
Pamiętam jak we wakacje raz zeszłam do stajni, byłam wtedy sama. Podeszłam do boksu, zaczęłam mówić. Nastawiała uszy i słuchała.. Tak, dokładnie TA klacz. Podeszła do mnie, głaskałam ją, "wyluzowała się". W pewnym momencie nie wiem co mnnie naszło, ale wyobraziłam sobie pusty boks i zaczęłam ryczeć. Zainteresowała się co się dzieje. Jak gdyby nic weszłam do boksu i usiadłam opierając się o bok. Myślałam, że albo zaraz mnie staranuje, albo cokolwiek innego. Mimo wszystko mam do niej wielkie zaufanie. Tak myślałam o samych złych rzeczach i dosłownie ryczałam jednocześnie mówiąc do niej. Co ona zrobiła? Podeszła i wtuliła we mnie głowę.. Wtedy to już w ogóle się rozryczałam :) Nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżyłam. SZOK, ale jednak. Uwielbiam ją! Dużo ludzi też mówi, że "trudny koń przekazuje najwięcej", sama prawda. 

Tu zdjęcie jak to Kornelia ładnie ujęła kiedyś "z niewidzialną nicią porozumienia". Zdjęcie zo prawda stare - bo z przed niecałego roku, ale jednak :) Póki co jeszcze staram się nie dobijać bo jeszcze mogę ją dotknąć, przytulić, ucałować, wsiąść, galopować, rozmawiać.. Strasznie się boję, że to stracę.. Chcę się chociaż pożegnać.. 






Tu macie jeszcze parę takich wg mnie ładnych zdjęć pokazujących jak jest teraz lub co przeżyłyśmy. Było tego więcej zapewne, tylko nie uwiecznione :)


Nie ważne co się stanie, zawsze będzie w moim sercu! No ale żeby nie było to jeszcze się nie żegnam. Wcale nie chcę się żegnać! Zobaczymy co los przyniesie - w niedzielę się wszystko okaże mam nadzieję.